Przegląd kulturowy 7/2017

Uzbierało się kilka notek o anime (bo sezon się skończył), filmach i innych, więc czas na przegląd 🙂

Animcowo

Koe no Katachi: długo się wahałam, czy obejrzeć przed czytaniem, czy po przeczytaniu mangi, padło na to pierwsze – chyba dlatego, że przez nieuwagę zaspojlerowałam sobie końcówkę, oglądając AMV. Internety twierdzą, że dużo się na seansie płacze, u mnie się to nie sprawdziło, co nie zmienia faktu, że film jest bardzo dobry: opowiada ciekawą historię i jest ładnie zrobiony. Nie jest to też czysta rozrywka, bo posiada przesłanie: ukazuje, jak łatwo z prześladującego można stać się prześladowanym, jak dziecięce głupie wygłupy mogą zaważyć na przyszłym życiu, mówi o hipokryzji i chronieniu własnych tyłków (nawet jeśli to „tylko” dziecięce unikanie odpowiedzialności z powodu lęku przed karą), o samobójstwach, o życiu z niepełnosprawnym (relacje pełnosprawnego i niepełnosprawnego rodzeństwa, relacja matki do nich etc.). Wątki te w większości są tylko lekko zarysowane, trudno rozwinąć je w jednym filmie, liczę jednak, że więcej dostanę w mandze.

Kimi no Na wa: kolejny dobry film. Od Makoto Shinkaia, znanego z rysowania pięknych chmur, deszczu etc. Tu również możemy podziwiać jego umiejętności, wystarczy choćby zobaczyć screeny z chodnikiem w deszczu czy z progiem wejścia do pociągu ❤

Pięknie zanimowany, z interesującą historią – czegóż chcieć więcej? Początek nie zapowiada aż takich komplikacji, jakich dostarcza nam film, ot, dwójka nastolatków, nieznajomych, co drugi dzień zamienia się ciałami – ona budzi się w jego ciele w Tokio, on w jej gdzieś na wsi. Przysparza im to problemów, powoduje kilka zabawnych sytuacji, jednak szybko ogarniają sprawę i dogadują się, jak nie zepsuć sobie żyć.

Jak się ogląda napisy, to się wyłapuje takie nazwiska naszych 🙂

Z czasem poznają się coraz lepiej i tworzy się między nimi wyjątkowa relacja, i gdy wydaje się, że wszystko zmierza w stronę dość przewidywalnego zakończenia albo ze spełnioną, albo niespełnioną miłością, pojawiają się zaskakujące przeszkody. Bo nie ma tak łatwo 😛

Sakura Quest: zapowiadało się jako przyjemne anime o zwyczajnych dziewczynach i takie było. Główna bohaterka to dwudziestoparolatka, która nie może znaleźć pracy. W wyniku nieporozumienia podpisuje roczny kontrakt na Królową Królestwa Chupakabury – fikcyjnego królestwa fikcyjnego stwora, które powstało w jakoś latach 70. / 80. XX wieku w ramach programu rewitalizacji małych miejscowości, z których w tamtych czasach ludzie masowo migrowali do dużych miast. Zadaniem dziewczyny jest wspomaganie lokalnej Agencji Turystycznej, a celem poprawienie atrakcyjność miasta i przyciągnięcie turystów. Królowej pomagają ministrowie, czyli cztery dziewczyny poznane już w miasteczku. Ich początkowe działania najlepiej określa zwrot „głupie wymysły”, lecz już koło 5 odcinka pomysły dziewczyn nabierają powagi, uwzględniają faktyczne problemy miasta i próbują im zaradzić, są budowane w oparciu o jego zalety i wyjątkowe cechy.

Mądrości Królowej.

Poza pracą poznajemy też prywatne problemy bohaterek, skupiające się wokół planów na życie – tych, które nie wypaliły, więc co robić dalej?, tych, których nie miało się do tej pory odwagi podjąć czy tych, które pojawiły się dzięki nowym doświadczeniom. Największą zaletą jest to, że bohaterki to nie licealistki, które decydują o swojej przyszłości, tylko młode kobiety, prowadzące samochody, pijące piwo etc., które te pierwsze kroki już mają za sobą i dla których przyszedł czas, by swoje plany podsumować i ewentualnie zrewidować.

Ogólnie: spokojnie, sympatycznie, z humorem i bez dramy.

Dive: wiem, że jestem jedną z niewielu, ale anime mi się podobało. Nie jako genialna i cudowna sportówka, którą każdemu będę polecać, ale jako ciekawe spojrzenie na stronę psychologiczną bycia nastoletnim sportowcem. W większości sportówek oglądamy emocjonujące rozgrywki poprzedzone męczącym, wymagającym treningiem, a towarzyszy temu rywalizacja – ale tylko zdrowa – i friendship forever. W Dive samego sportu z lupą szukać, więc akcenty przesunęły się na motywacje, relacje i wyrzeczenia.

Anime wyraźnie podkreśla, że aspirując do bycia profesjonalnym sportowcem, trzeba wiele poświęcić. Czas na treningi = brak czasu na życie towarzyskie. Nie da się „zjeść ciastko i mieć ciastko”, a w Dive mamy bohaterów, którzy od początku są tego świadomi i niczego nie żałują, mamy też takich, którzy udają, że jednak się da – i boleśnie się rozczarowują, są i tacy, dla których takie wyrzeczenia to zbyt duża cena. Pojawia się też zazdrość i złość: zazdrość, że ktoś jest bardziej utalentowany, ale i że bardziej się stara, więcej poświęca; złość, że samemu się tak nie potrafi poświęcić, więc i wyniki nie takie. Pod koniec dochodzi jeszcze kwestia bycia uprzywilejowanym liderem i wynikający z tego brak motywacji.

Osobiście najbardziej podobał mi się wątek uświadamiania sobie, że nie można mieć wszystkiego, że decydując się na coś, z innych rzeczy trzeba zrezygnować. Bo w prawdziwym życiu ważne jest, by bez żalu umieć poddać się względem tych wszystkich rzeczy, których się nie wybrało.

Boku no Hero Academia 2: co tu dużo mówić, udana kontynuacja udanej pierwszej serii. Uwielbiam turniejowy opening (Peace Sign – Kenshi Yonezu) i fantasy ending (Datte Atashi no Hero – Lisa). W tym sezonie było parę moich ulubionych fragmentów i walk, i choć nie wypadły źle, to i tak wolę je w wersji mangowej. Miałam też mały zgrzyt słuchowy, gdy Shigaraki zaczął mi mówić głosem Tsukushimy z HQ 😛 I tak czekam na kolejną odsłonę serii 🙂

Balde Runner: Black Out 2022: pierwszy z trzech krótkometrażowych filmów (pozostałe aktorskie) ukazujących wydarzenia między starym Balde Runnerem a nowym Blade Runnerem. Nie, żebym pamiętała Blade Runnera, ale klimat filmiku był cudowny. Taki cyberpunk, postapo ❤

Skanlacyjnie

Gunjou no subete: sympatyczny shounen-ai. Bohaterowie przez ostatnie pięć lat zawsze byli w tej samej klasie, ale na zakończenie liceum ich rozdzielono, przez co jeden z nich zaczyna uświadamiać sobie uczucia względem drugiego. A że ku uciesze przyjaciół i na ich prośbę zwykli odgrywać sztampowe scenki z mang BL, zaczyna się robić niezręcznie. Na szczęście ci sami przyjaciele zauważają, że coś zgrzyta, więc delikatnie interweniują.

Poza standardowym urokiem dobrego shounen-aia, manga urzeka też tym, że bardzo ładnie pokazuje, jak łatwo jest nie dostrzegać wpływu drugiej osoby – tu akurat pozytywnego, gdzie w towarzystwie tego drugiego bohater pozwalał sobie na prawdziwą swobodę, nieświadomie pokazując mu różne swoje słabości („Rozluźniasz się przy nim, mówisz samolubne i dziecinne rzeczy, ale tylko do niego”).

Chcę to u nas.

Filmowo

Train to Busan: świetny film rozrywkowy. Opowiada o samotnym ojcu, zabieganym dyrektorze wielkiej firmy, który z pomocą swojej matki wychowuje kilkuletnią córkę. Kontakt z dzieckiem zastępuje drogimi prezentami, aż w dniu jej urodzin, z powodu wyrzutów sumienia, zgadza się zabrać ją do Busan, gdzie mieszka jej matka. W dzień wyjazdu w mieście wybuchają jakieś zamieszki, ale wszystko funkcjonuje normalnie i ojciec z córką wsiadają do pociągu. Nikt nie zauważa, że w ostatniej chwili wbiega też do niego zakrwawiona dziewczyna, która później przemienia się w bardzo agresywne, biegające zombie i zaraża większość pasażerów. Rozpoczyna się walka o przetrwanie. Samolubny, egoistyczny ojciec powoli zdaje sobie sprawę, że sam nie uratuje swojej córki, a gdy zaczynają pomagać mu inni, gdy ryzykują dla niego życie, przechodzi szybką lekcję współpracy.

Wymowa filmu nie jest jakoś szczególnie wyjątkowa. Mamy dość wyraźny podział na dobrych i złych bohaterów (survival team / reszta), co nie przeszkadza w tym, by postaciom kibicować i emocjonować się ich poczynaniami. Akcja wciąga, dostarcza też parę melodramatycznych momentów (niektórych kiczowatych), pojawiają się też humorystyczne wstawki.

Jeżeli szukacie wciągającego kina akcji, ale nie głupiego, to Zombie express (tak to na nasze przetłumaczyli) będzie w sam raz. Ja oglądałam go z zapartym tchem, bawiąc się jak rzadko.

Film ma animowany prequel, ale jeszcze nie widziałam.

Reklamy

Fanfik

Vive la queer

Fanfik Natalii Osińskiej – recenzja książki

 

Wokół Fanfika Osińskiej krążyłam długo, koło roku albo i ponad. Mój fejsbuk głosił, że to wciągająca książka, że i starsi niż grupa docelowa (młodzież) się w niej zaczytują etc. No i ten tytuł! Sama fików nie czytam, ale już wszelakie powieści związane z fandomami, fanizmem – jak najbardziej. Książka wylądowała na liście do przeczytania, ale gdy trafiłam na nią w realu, nie przekonała mnie do siebie. Okładka nie zachwyciła, opis z tyłu sugerował bardzo zwyczajną młodzieżówkę (do tego jeszcze wrócę), o treści nie miałam pojęcia. W zeszłym tygodniu, z braku ochoty na czytanie czegoś konkretnego, zabrałam się za lekturę – i przepadłam. Czytaj dalej »

Honey and Clover

Dziś znów notka z opinią o anime – o anime, które jakiś czas temu mnie zachwyciło i sprawiło wiele radości.

Honey and Clover sezon pierwszy i dwa specjale: to jest to, czego mi było trzeba. Obyczajowa seria z bardzo sympatycznymi (i świetnie wykreowanymi) bohaterami w wieku studenckim i postudenckim (co jednak jest wyjątkiem w anime)Czytaj dalej »

W cieniu betonowej dżungli t. 2

Z przyzwyczajenia

W cieniu betonowej dżungli Jung-Hyun Uhm – recenzja tomu 2

 

Z kupieniem drugiego tomu W cieniu betonowej dżungli trochę mi zeszło (ponad rok!), ale jak już kupiłam, to przeczytałam i recenzuję. Oczywiście najpierw przypomniałam sobie wcześniejszą część, zerknęłam też na jej recenzję –wydaje mi się, że teraz patrzę na tę manhwę przychylniej (choć i wtedy nie narzekałam), plus wciąż urzeka tym, czym urzekła mnie poprzednio.Czytaj dalej »

Exitus Letalis t. 5

The End

Exitus Letalis KattLett – recenzja tomu 5

 

Od czasu, gdy przeczytałam ostatni tom Exitusa, już trochę minęło. Nie jest to najlepszy układ przy pisaniu recenzji, bo trzeba sobie treść przypominać, lecz są też plusy – wiem, ile zostało mi w pamięci, co według mnie też świadczy o danym tytule. A zostało niewiele, bo tylko zakończenie najbardziej interesującego mnie wątku, czyli o nieśmiertelności szóstki braci.

Po odświeżeniu sobie komiksu stwierdzam, że sama nie wiem, co o tym myśleć. Poprzez to, że bohaterowie nie są czarno-biali, a do tego uwikłani w sieć kłamstw, intryg i dobrych chęci, którymi wybrukowane jest piekło, trudno ich ocenić. Czytaj dalej »