Przegląd kulturowy 5/2017

Gdy wszyscy fascynują się już nowym sezonem, standardowo narzekają na brak ciekawych nowości i publikują pierwsze wrażenia, u mnie wybiórcze podsumowanie poprzedniego sezonu. I parę anime spoza niego.

Animcowo

Atak tytanów 2: mam mieszane uczucia. Fabułę znam, więc tu nie było zaskoczeń, ale i tak czasami oglądałam z zapartym tchem. Bolało mnie za to bardzo cgi: konie, tytan kolosalny (tytan szczególnie!). W pierwszym sezonie chyba czegoś takiego nie było; odebrało mi to frajdę oglądania. Piosenka z openingu: cóż, choćby była najpóźniejsza nocna godzina i najwcześniej rano musiałabym wstać, nie potrafiłam uszczknąć tych dwóch minut i odpuścić sobie „sasageyo” 😀 Plus emitowania drugiego sezonu jest też taki, że po kilkumiesięcznej przerwie wróciłam do śledzenia mangi na bieżąco.

Fukumenkei Noise: ile tu było dramy! Jednak mnie kupiło 😛 Wprawdzie nie bardzo wierzę w tak mocne przeżywanie dziecięcych przyjaźni i w takie traumy po dziecięcych rozstaniach, i ogólnie mam wrażenie, że te uczuciowe zagmatwania lepiej by wyszły, gdyby bohaterowie byli starsi (jak w Nanie) i mniej uwikłani w zależność od rodziców, ale bawiłam się nieźle. Piosenki świetne, a występ Nino na szkolnym festiwalu mnie oczarował (a piosenek z również muzycznej Fuuki nawet nie pamiętam, więc różnie to z tym bywa). Nosem kręcę na koncert w ostatnich odcinkach, gdy animowane postacie zamieniły się w 3D simy i zakończenie, które samo w sobie było nijakie, zostaliśmy wprowadzeni w problemy bohaterów i po paru zawirowaniach w zasadzie wróciliśmy z akcją (czy raczej relacjami między postaciami) do punktu wyjścia.

Sword Oratoria: spin-off DanMachi. Słabe. Moje notatki z początkowych odcinków mówią: sprawia wrażenie zapchajdziury dla fanów serii doprawionej liliowym fan serwisem. Później pojawiły się boskie intrygi, jednak ostatecznie było tego niewiele, tak samo jak innych istotnych informacji o świecie przedstawionym, głównym złym czy bohaterach. Mało konkretów, mało też walk L Ponad połowę czasu antenowego zabrała irytująca Lefiya i wtórujące jej Amazonki.

SukaSuka: dostaje 8 na MAL-u; wprawdzie był momenty, gdy nie wiedziałam, co myśleć – bo z przygodowego fantasy przeszło w romanso-dramę psychologiczną – to i tak z niecierpliwością i przyjemnością zasiadałam do kolejnych odcinków. Głowna bohaterka trochę irytowała, jak to główna bohaterka, pozostałe były cudne. Świat przedstawiony jest ciekawy, więc chętnie wycięłabym zabawę w żonkę i panią domu i poświęciłabym go wróżkom, zagładzie ludzkości, przeszłości Willema itp. Jeżeli potraktować to anime jako reklamę LN-ki, to w moim przypadku ta reklama mnie do „produktu” przekonała, chętnie sięgnęłabym po oryginał, by poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania, na które odpowiedzi nie dostaliśmy. Mimo różnych „ale” seria była bardzo sympatyczna, miała piękne insert songi, a końcowa walka była zarówno efektowna, jak i wzruszająca, pięknie domykała wątek romantyczny.

Ogólnie zostawiło mnie to anime z uczuciem towarzyszącym zakończeniom epickich opowieści, takich w których kończy się historia tych konkretnych bohaterów, ale sam świat trwa dalej, w których miesza się szczęście z cierpieniem, prowadząc do nieuchronnego zakończenia. A ja, jako odbiorca, nie wiem, co ze sobą zrobić.

Przecie pisałam, że cudna grafika 😛

Mushishi: po naprawdę długim czasie w końcu skończyłam tę serię. Jest ona jedną z moich ulubionych i pewno dlatego nie mogłam się za nią zabrać – żeby za szybko tego dobrego nie skończyć. Trafiłam na nią przez soundtrack: w czasach wczesnostudenckich intensywnie słuchałam ścieżki dźwiękowej do Naruto i wygooglałam też sobie inne kompozycje Masudy, a te do Mushishi mnie urzekły. Wracając do oglądania: gdy już włączyłam odcinek, szybko następowało wielkie zdziwienie, że już minęło te 20 minut O.o Jeżeli ktoś nie miał jeszcze przyjemności, to bardzo polecam. Piękna grafika, piękna muzyka, piękne historie. Na szczęście mam jeszcze kolejny sezon 😀

WataMote: z jednej strony śmieszne, z drugiej irytujące, przez co zmuszające do – może niezbyt głębokiej, ale jednak – refleksji. Anime przyzwyczaja, że starania bohaterów w końcu przynoszą efekty, a tu nic. Tylko żal, że Tomoko nic nie wychodzi. Żal jednak mija, gdy zauważymy, że najczęściej winna jest ona sama, bo nie dostrzega własnych wad i zalet, żyje wyimaginowanym obrazem siebie i za wszelkie niepowodzenia obwinia otoczenie i innych. I wtedy wszystko już śmieszy mniej. Ale relacja z bratem ❤

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Przegląd kulturowy 5/2017

  1. Ja planuje się zabrać za Mushishi mangę w całości najpierw (niech Hanami dociągnie do końca), a potem rzucę okiem na animca.Ostatnio strasznie przejechałam się na filmie „Koe no Katachi”, a manga mnie miło zaskoczyla, tak, że znów wróciłam do unikania oglądania ekranizacji najpierw 😉

    Polubienie

    • O, a tak ten film (Koe no Katachi) chwalą… Sama się zastanawiałam, czy zabrać się za niego teraz, czy poczekać, aż Kotori skończy wydawać mangę.
      Mushishi polecam w obu wersjach (choć jeśli chodzi o mangę, to polskiego tłumaczenia dalej nie czytałam, mam za sobą tylko trochę skanów).

      Polubienie

  2. WataMote to było dobre anime. Przy czym trzeba mieć trochę elastyczne pojęcie słowa ‚dobre’. Jest właśnie tak jak piszesz – takie gorzkie parskanie śmiechem i nie wiadomo czy bohaterce współczuć czy nią gardzić czy może się z niej śmiać.

    Polubienie

  3. A tam, jacy wszyscy, ja na przykład nadal jestem na etapie nadrabiania wiosny xD

    Sasageyo, sasaaageyooo~ Co prawda ten sezon przekonał mnie do zbierania mangi i – przynajmniej na razie, bo większość jeszcze przede mną ;p – podoba mi się nieporównanie bardziej od pierwszego, ale i tak głównym powodem, dla którego się z niego cieszę i czekam na kolejny, są openingi xD

    SukaSuka była fajna, póki nie uparła się, żeby parować Willema z jedną z podopiecznych xP Straszliwie mnie ten ship meha, niby doczytałam w internetach, że ta różnica wieku między nimi tak naprawdę była niewielka, ale i tak, tym bardziej że właśnie tyle byłoby ciekawszych wątków do poruszenia.

    Zapisuję sobie ten gifek z Mushishi, cudny jako obrazek reakcyjny ^^

    Polubienie

    • „Straszliwie mnie ten ship meha” => mnie nie tyle ship, ile ilość poświęconego mu czasu, który mógł być lepiej wykorzystany :/

      Dal mnie pierwszy sezon Tytanów to było naprawdę wielkie wow, pierwsze dwa odcinki oglądałam ze szczeną na podłodze, więc trudno pobić takie wrażenia i wspomnienia 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s