Przegląd kulturowy 4/2017

Rzut okiem na to, co się u mnie kulturalnie działo w ostatnich miesiącach. Z przewagą rzeczy książkowych.

Książkowo

Metro 2034: ciągle słyszę, że drugie Metro jest słabe i że spokojnie można je sobie odpuścić. Cóż, faktycznie nie ma tu efektu wow, który towarzyszy pierwszej części, ale to wciąż dobra książka, przesiąknięta dusznym klimatem moskiewskiego metra. Akcja skupia się wokół Homera, staruszka, który pragnie napisać kronikę metra, oraz wokół Huntera, jednego z obrońców ocalałych ludzi, który jednak dziwnie lubuje się w zabijaniu… i tym razem (z niewiadomych powodów ciągnąc za sobą starego) wyrusza w podróż po tunelach, by rozwikłać sprawę znikających karawan i braku łączności z pobliską stacją. Ot, taka zwykła opowieść o problemach postapokaliptycznego metra. Rozważania Homera trochę mnie nużyły, ale nie było ich dużo, więc nie przytłoczyły książki. Hunter ze swoją zmianą charakteru w stosunku do części pierwszej także nie pozostawał w centrum mojej uwagi, ale nie mam co narzekać na ten wątek, bo źle nie było. Najbardziej interesowały mnie losy samej stacji: co się tam dzieje i dlaczego, a gdy już było wiadomo – komu uda się przeforsować swoje rozwiązanie problemu. Jestem też fanką podróży po metrze, więc im więcej bohaterowie chodzą, im więcej stacji poznają, tym bardziej jestem zadowolona J Ogólnie lektura na plus, teraz jeszcze rok 2035 i ewentualnie książki z uniwersum (nie mogę się doczekać tych z Krakowa, bo metro w Krakowie to taka zabawna wizja, zawsze zamiast niego widzę te dwa przystanki Krakowskiego Szybkiego Tramwaju ^^ ).

Drobne występki w czasach obfitości: książka kupiona krótko po premierze (czyli już ponad rok temu 😛 ) ze względu na tytuł. Jest to zbiór dwunastu opowiadań ukazujących różne drobne występki: małe, z pozoru nic nieznaczące lub dobre decyzje, które okazują się tragiczne w skutkach – albo dla tych, którzy je podjęli, albo dla innych, często nawet obcych ludzi. Opowiadania są bardzo plastyczne, a niektóre na długo zapadają w pamięć, choć – przynajmniej w moim przypadku – miałyby większą siłę oddziaływania, gdyby zlokalizowane były w bliższej mi rzeczywistości. Mimo to książkę pochłonęłam zadziwiająco szybko, z niecierpliwością wyczekując pointy każdej historii. Zakupu nie żałuję.

Lion. Droga do domu: książka z pogranicza reportażu i wspomnień. Autor, pochodzący z biednej indyjskiej rodziny, opisuje swoją historię, gdy jako dziecko zgubił się i dojechał pociągiem do Kalkuty, oddalonej od jego domu o ponad tysiąc kilometrów. Na ulicach wielkiego miasta walczył o przetrwanie, a los uśmiechnął się do niego – chłopiec został adoptowany przez Australijczyków. Po latach, dzięki nowym technologiom, rozpoczął poszukiwania swojej biologicznej rodziny.

Przedstawione nie jako rozemocjonowany wyciskacz łez, a raczej w formie spokojnej relacji. Sama historia niesamowita, ale książka raczej przeciętna. W 2016 roku powstała ekranizacja, której nie widziałam, ale fakt jej istnienia spowodował, że podczas czytania cały czas zastanawiałam się, które fragmenty w jaki sposób można by przedstawić na ekranie 😛

Etta, Otto, Russel i James: sympatyczna opowieść o osiemdziesięcioletniej Etcie, która pewnego dnia pakuje niewielki plecak i wyrusza w podróż (bodajże 300 km) nad morze, które zawsze pragnęła zobaczyć. Równocześnie poznajemy jej męża, Otto, który został w domu, oraz ich przyjaciela Russela, który wyrusza na poszukiwania Etty. Wydarzeniom współczesnym towarzyszą retrospekcje – jak chłopcy się poznali, jak poznali Ettę i jak się w niej zakochali, jak wpłynęła na nich II wojna światowa itp. Książka jest trochę dziwna, trochę magiczna, o miłości, o przyjaźni, o marzeniach, miesza smutek z radością, ale całość pozostawia pozytywne odczucia. Opowiedziana specyficzną narracją, z bardzo specyficznymi dialogami, praktycznie nie wyróżnionymi graficznie i bardzo oszczędnymi. Mi spasowało i podobało się bardzo.

Młodszy księgowy: zbiór felietonów Jacka Dehnela skupionych wokół tematyki książek, czytania, pisania. Erudycyjne, intelektualnie odwołujące się do tzw. kultury wyższej, a jednocześnie lekkie, czasami prześmiewcze z nutką goryczy, czasami refleksyjne, lepsze, gorsze, ale całość bardzo dobra i warto przeczytania.

Szczęście do wzięcia: taka trochę bożonarodzeniowa książeczka; ckliwa, wzruszająca opowiastka o tym, że warto być dobrym, uczciwym, że warto za błędy przepraszać itp. Lektura na góra 2 godziny. Lepiej nie czytać zaraz po czymś bardziej erudycyjnym (jak ja – zaraz po Dehnelu) i intelektualnie wymagającym, bo bardzo razi wtedy przeźroczystość języka.

Filmowo

Zwierzogród: dobre, dobre 😀 wymowa typowo bajkowa: że marzenia, że trzeba się starać o ich spełnienie itp. Do tego trochę zderzenia z szarą rzeczywistością, że wcale tak kolorowo marzeń się nie spełnia. Dużo śmiechu, wciągająca akcja, miszmasz gatunkowy i świetna zabawa 😀

 

Skanlacyjnie

Metro Survive: dwutomowa manga z 2006 roku, klasyfikowana jako seinen. Rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, gdy w Tokio wybudowano wielki wieżowiec służący za centrum rozrywkowo-handlowe. Główny bohater pracuje w obsłudze technicznej (naprawy itp.) tego budynku. Pewnego dnia, gdy wraca z pracy, dochodzi do trzęsienia ziemi. Metro, którym jechał, wykoleja się, więc razem z pozostałymi pasażerami próbuje dotrzeć do najbliższej stacji, czyli właśnie tej pod wielkim wieżowcem. Z przyczyn, których nie zdradzę, bohaterowie poruszają się niewielką grupą – zbieraniną różnych osób – i to od ich zachowania i współpracy zależy dotarcie na powierzchnię.

Dobra manga z gatunku thrillerów i katastroficznych. Przed grupką ocalałych stopniowo pojawiają się kolejne przeszkody do pokonania, co bardzo fajnie stopniuje napięcie. Tu już, już są u celu – i lipa, bo coś nie wychodzi. Innym razem są u czarnej d.. – a tu cud lub ktoś wpada na genialne rozwiązanie i żyjemy dalej. Sami bohaterowie także na plus. Przeważnie nie są czarno-biali, mają swoje zalety, wady i słabości, szczególnie ujawniające się w obliczu kryzysu. Należą do różnych grup społecznych, mają różne charaktery, przekonania i oczekiwania, różnie reagują i w większości przechodzą bardzo realistyczne przemiany. I choć postacie nie są czarno-białe, to jednak mamy wyraźny podział „my – oni” i wraz z kolejnymi rozdziałami klaruje się, kto jest dobry i powinien przeżyć, a kto zły i powinien zostać ukarany.

Ameryki nikt tu nie odkrywa, ale dostajemy dobrze skonstruowaną porcję rozrywki.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Przegląd kulturowy 4/2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s