Przegląd kulturowy 3/2017

Dzisiejszy przegląd będzie bardzo w temacie M&A, więc zapraszam – bez zbędnego przedłużana.

Skanlacyjnie

Ookami Shoujo to Kuro Ouji: po mangę sięgnęłam przy okazji anime, przerwałam jakoś po 40 rozdziale, bo trochę mnie nudziła, ot, takie zwykłe szkolne problemy znane z wszystkich innych szkolnych szojek – jakieś egzaminy, walentynki, wycieczki szkolne, wakacje, konkurentki i konkurenci, wybieranie dalszej edukacji itp. Ale kiedy zobaczyłam, że całość już się skończyła i że nie tak daleko mi do finiszu, to przysiadłam i doczytałam – i jestem zadowolona z zakończenia.

Początek mangi, co tu dużo mówić, durny jest, a nasz Czarny Książę pozostawia naprawdę złe wrażenie. Koniec końców jego charakter jest chyba najciekawszym elementem całej serii. Introwertyczny, zaborczy, pewny siebie, ale i momentami nieśmiały, wywyższaniem się maskujący zakłopotanie i cieplejsze uczucia – myślę, że bez tego byłoby już całkiem nudno i nieznośnie, bo w zasadzie ani pozostali bohaterowie, ani przebieg wydarzeń nie wyróżniają się z tłumu innych szkolnych romansów.

Jeśli chodzi o zakończenie, to podobały mi się dwie rzeczy: niecukierkowe pokazanie wspólnego mieszkania i przyszłość przyjaciół głównych bohaterów, w której wszyscy z wszystkimi się nie poschodzili. Po prostu mam alergię na zakończenia, w których okazuje się, że wszystkie postacie związały się z kimś, kogo poznały w czasach liceum. Na szczęście tu mi tego oszczędzono, choć była dwójka, która aż prosiła się o shipowanie.

Seria dostała u mnie 6, bo trochę wynudziła, ale były też ciekawsze momenty, więc w sam raz na takiego średniaka 🙂

Velvet Kiss: cały czas zastanawiam się, jak ja na to trafiłam? Manga opowiada o gościu, który po pijaku podpisuje jakiś dokument, potem okazuje się, że ma ogromny dług u jakiejśtam wielkiej firmy. W celu jego umorzenia ma zostać „przyjacielem” dziewczyny imieniem Kanoko, która prowadzi luksusowe życie rozpuszczonego bachora. Nasz „biedny” główny bohater, Nitta, zostaje chłopcem na posyłki i musi spełniać jej różne zachcianki.

Ogólnie dużo rzeczy 18+ się tam dzieje (manga na malu tagowana jako ecchi, ale spokojnie można nazwać ją hentaiem), jednak pomiędzy jedną a drugą rozpustną sceną toczy się całkiem ciekawa fabuła. Na początku wciąga kwestia tego tajemniczego długu i chęć zobaczenia, ile zniesie Nitta – jak długo fizycznie i psychicznie będzie w stanie godzić pracę z nowymi niespodziewanymi obowiązkami. Potem dochodzą jeszcze rodzinne intrygi i dziennikarskie śledztwo, a wszystko w sumie wplecione w rozwój charakteru bohaterki i jej relacji z Nittą. Mimo początkowego „co ja czytam, same sexy”, nie porzuciłam i nie żałuję.

Animcowo

Jak mówiłam, tak zrobiłam, i idąc za ciosem obejrzałam film Boruto. Oczekiwań wielkich nie miałam, bo filmy z tego uniwersum nigdy mnie szczególnie do siebie nie przekonywały, a oglądany wcześniej Last był prawdziwą podróżą sentymentalną.

Boruto pozytywnie zaskakuje. W swej prostocie jest niesamowicie wciągający – wymowa filmu od początku jest oczywista i nie zaskakuje: mamy gloryfikację ciężkiej pracy prowadzącej do wymarzonego celu i dającej prawdziwą siłę i radość, na drugim końcu skali mamy natomiast techniczne nowinki, które owszem, mogą shinobi pomóc, ale całościowo dają poczucie złudnej siły, którą zyskuje się bez najmniejszego wysiłku.

Dużym plusem jest skupienie się nie na znów wymyślanym na siłę przeciwniku (choć i podczas tej walki był moment, który bardzo mi się podobał: gdy Sasuke i Naruto razem ruszyli do walki; w ogóle relacja między nimi w tym filmie jest prześwietna. Szacunek i pełne zaufanie. I radość, że te wszystkie młodzieńcze gniewy skończyły się tak, a nie inaczej), tylko na relacjach między bohaterami, głownie między Boruto i Naruto, ale i między Boruto i Sasuke, Konohamaru czy kolegami z drużyny (Sarada od razu skradła moje serducho, Mitsuki początkowo budził wątpliwość, ale też jest fajny kozak 🙂 ). Aż się człowiek czuje o te 10 lat młodszy, gdy czytał początkowe rozdziały Naturo. Tylko Ukryta Wioska już mniej jak wioska, a bardziej jak miasto.

Boruto ze swoją prostotą i radością jest bardzo udanym powiewem świeżości ze świata Naruto i zapewnia zaskakująco dobrą rozrywkę 🙂

Poza tym skończyłam klika serii, a o paru to się nawet tu wypowiem:

All Out: szkolna sportówka o rugby; najpierw nie byłam przekonana, para głównych bohaterów nie należy do moich ulubionych, na szczęście w późniejszych odcinkach czas antenowy dostają też inni gracze, więc robi się ciekawiej i znośniej, ba, w drugiej połowie wręcz nie mogłam się doczekać nowych odcinków J Wymowa standardowa (ciężka praca + praca zespołowa to klucz do radości i sukcesu), cel też standardowy (zostańmy licealnymi mistrzami kraju). Ciekawostka: w anime występuje Popek, a kapitan ma makaron świderki we włosach.

Fune wo Amu: słowniki 🙂 spokojne, chilloutowe anime; pierwsza połowa lepsza, bo więcej Nishioki.

Kuma Miko: przyjemna komedia (by była bardziej, gdyby nie loliconowe wstawki) o dziewczynce, która pełni funkcję miko w zabitej dechami wiosce. Jej przyjacielem i opiekunem jest gadający niedźwiedź Natsu, bardziej ogarnięty życiowo niż Machi. W dużej części humor mi spasował, było sporo naprawdę miłych momentów, choć czasami aż głupio było patrzeć, jak po raz kolejny wrabiają naiwną i nieśmiałą do bólu bohaterkę. Sporo uwag można mieć do Yoshio, który dąży do swoich celów, nie patrząc na uczucia Machi. Natsu niby trochę bardziej o nią dba, ale koniec końców w zakończeniu się nie popisuje. Właśnie zakończenie wypada najgorzej; niby można sobie wytłumaczyć, że przecież życie w wiosce, blisko natury daje szczęście itp., ale jednak człowiek przyzwyczajony, że jak animcowy bohater czegoś chce, to ciężką pracą i niepoddawaniem się ten cel osiąga. A tu lipa. Wszystkie starania na nic, bądźmy szczęśliwi, będąc głupimi i zostawmy status quo, dalej hodując swoje irracjonalne lęki.

3-gatsu no Lion: uwielbiam ❤ Słodko-gorzka opowieść o nastolatku, który jako gimnazjalista zostaje profesjonalnym graczem shogi, a ze względu na skomplikowaną sytuację rodzinną szybko zaczyna żyć na własną rękę, zmagając się z codziennością, samotnością i trudnymi dla niego relacjami z innymi ludźmi. Zmiany, jakie w nim zachodzą, nie są spektakularne, ale są zauważalne i ciepło się robi na serduchu na myśl o nich. Do tego piękna, choć specyficzna kreska i genialna muzyka, cudownie oddająca klimat serii. Już nie mogę się doczekać kontynuacji 😀

Kuzu no Honkai: pokręcone, ale fajne. W pierwszej kolejności urzekło mnie wizualne, bardzo podobały mi się te zatrzymane kadry i ogólnie sposób ukazywania scen seksu. Jeżeli chodzi o relacje między bohaterami… cóż, różne konfiguracje tam były i różne motywacje, nieszczególnie mi się chciało analizować ich sensowność, raczej płynęłam z prądem podczas oglądania.

Na koniec małe znalezisko: przeglądając printskriny, które z rzadka robię, przypomniałam sobie o tym:

Victor może i mało tu urodziwy, ale to swojsko brzmiące nazwisko przykuwa uwagę 😉

Książkowo

Odeszła mi ostatnio ochota na czytanie, od kilkunastu dni zabieram się ze drugi tom Metra i zabrać się nie mogę. Skusiłam się za to na Planetę małp (w okładce filmowej, czego nie znoszę, ale kosztowała tylko piątaka). Początkowo byłam sceptycznie nastawiona – z jednej strony towarzyszyła mi ciekawość, bo ogólnie interesuje mnie klasyka literatury nie tylko pięknej, ale i popularnej, z drugiej trochę się bałam, że będzie to tendencyjne i naiwne (w wieku nastoletnim trafiłam właśnie na taką tendencyjną i naiwną przedstawicielkę fantastyki, powstałą mniej więcej w tym samym czasie, co Planeta małp, i do dziś się boję, że znów spotka mnie coś takiego). Na szczęście wysokie oceny na LC okazały się słuszne. Dałam się wciągnąć fabule (oglądałam ekranizację, może nawet obie, ale nic nie pamiętam), podobały mi się wszelkie przeciwstawienia człowiek-małpy, wprawdzie nie jakieś szokujące, ale skłaniające do zastanowienia się nad „człowieczeństwem”. Zakończenie, we wszystkich trzech aspektach (rozwoju cywilizacji, losów głównego bohatera, klamry kompozycyjnej) od pewnego momentu było łatwe do przewidzenia, ale i tak satysfakcjonowało.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Przegląd kulturowy 3/2017

  1. Wilczyca i Czarny Książę ma bardzo fajne okładki, ile razy widzę w empiku, tyle żałuję, że to nie manga dla mnie.
    Czy w oglądaniu All Out przeszkadza całkowita nieznajomość zasad rugby? xD Bo nawet mam serię w planach, tylko trochę się właśnie tego boję.
    „pierwsza połowa lepsza, bo więcej Nishioki” – This ^^ Chociaż znowu tę nową dziewczynę z drugiej połowy też bardzo polubiłam. No i ucieszyłam się, kiedy się okazało, że Nishioka jest szczęśliwie żonaty ze swoją dziewczyną ❤
    Kuzu no Honkai jest śliiiczne i to praktycznie jedyne, co mi się w nim podobało :/
    Mam wrażenie, że ja tego Szafrańskiego skądś kojarzę, tylko skąd… Na pewno nie z Jurków, bo screen widzę pierwszy raz na oczy. Ale fajnie swojskie nazwisko zobaczyć 😀

    Lubię to

    • All Out możesz śmiało oglądać, zasady trochę są wprowadzane, trochę można wyłapać z treści (główny bohater dopiero zaczyna grę), ja wciąż pojęcie o nich mam raczej mniejsze niż większe 😉 Z resztą, kogo obchodzą zasady, tu się liczy wola walki 😀
      Dziewczyna ze Słowników miała fajną randkę z tym gościem od papieru 🙂 No i faktycznie Nishioka ze swoją dziewczyną tworzą świetną parę, ani nie lukierkowo-cukierkową, ani nie przedramatyzowaną, taką zwyczajną, że aż się buzia cieszy.
      Ze swojsko brzmiących nazwisk to kojarzyłam do tej pory jedynie Mateusza Urbanowicza, ale jak wyguglałam tego Szafrańskiego, to na Anime News Network wyskakuje, że zajmuje się CG i że pracował też przy drugim sezonie Haikyuu, a studio, w którym pracuje, ogólnie zajmuje się właśnie cgi. Tylko Jurków nigdzie tam nie ma wpisanych.

      Lubię to

  2. Czy mangowa Wilczyca x Czarny Książę dużo różnią się od anime? Bo one mnie raczej zniechęciło do serii, nie polubiłam bohaterów ;/

    …całkiem mnie zachęciłaś do Velvet Kiss 8D Trochę brakuje mi serii, gdzie są i seksy i fabuła.

    Zobaczę kiedyś 3-gatsu no Lion… Zobaczę… *Bardzo lubiła Honey & Clover, a ta sama autorka to tworzyła*

    Pan Szafrański pojawia się także w napisach do 12 epa, just saying C:

    Wszyscy mi mówią, że nie ma co zabierać się do drugiego tomu Metra, bo jest stanowczo słabszy, nic nie wnosi i szkoda czasu. Więc ja odpuszczam sobie zupełnie i tylko kiedyś dorwę część 3…
    I też nie lubię filmowych okładek D: Są złe D:

    Lubię to

    • Pamięć już nie ta, ale wydaje mi się, że manga i anime Wilczycy się nie różnią, a na pewno nie jakimiś istotnymi zmianami w fabule czy charakterach bohaterów.
      Ja kiedyś zobaczę Honey&Clover, bo skoro ta sama autorka 😉
      Też słyszałam i widziałam słabe oceny drugiego Metra, chciałam się jednak sama przekonać, ile w tym prawdy. O fabule trudno mi na razie coś powiedzieć, bo jestem dopiero na początku, za to klimat utrzymany. A kolega polecał z universum Metro te części, które dzieją się w metrze, khe, khe, krakowskim i poznańskim.

      Lubię to

  3. Sangatsu i Słowniki jeszcze przede mną, a tak bardzo chcę je obejrzeć, tylko czasu jak na lekarstwo… Jeszcze Rakugo nie skończyłam, a to mój priorytet!!

    Kuzu no Honkai chcę najpierw skończyć w wersji live action, a jeśli mi się spodoba to obejrzę też anime.

    Lubię to

  4. Przyznam, że jestem zaskoczona, bo mamy skrajnie różne postrzeganie pewnych rzeczy.

    „Wilczycy” nie czytałam, obejrzałam za to anime, a z relacji znajomych wynika, że pierwowzór jest jeszcze gorszy. W mojej opinii relacja między główną parą jest jedną z najbardziej patologicznych, jakie w życiu czytałam i PRZERAŻA mnie, że ludzie… no, shipują główną parę. Moje odczucia były zupełnie odmienne; heroina była trochę przygłupia, ale i tak przez całe anime miałam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto wytłumaczy jej, żeby od swojego trulofa spieprzała ile sił w nogach. On się nad nią zwyczajnie znęcał, a te całe gadanie o tym, że skoro go kocha ma to znosić… Nie obchodzą mnie jego traumy i problemy, to ten sam gatunek sukinkota jak pewien radny bydgoski. Znęcanie się psychiczne, patologia, toksyczny związek i wmawianie kobietom, że jak będą miłe i kochane, to on to wreszcie kiedyś doceni.

    To samo z Kuma Miko. Obejrzałam serię, ale nie odbierałam jej jako komedii. Główna bohaterka ewidentnie cierpi na różne zaburzenia, które wymagają pilnej pomocy psychologa i psychiatry. Z początku może i kilka razy się uśmiechnęłam, ale potem czułam coraz pilniejszą potrzebę zadzwonienia po pogotowie opiekuńcze. Gdzie są rodzice Machi? I rozumiem Natsu, jest cholernym niedźwiedziem, ale Yoshio i spóła powinni dostać zakaz zbliżania się, bo po ich metodach wychowywania Machi będzie potrzebowała długotrwałej terapii by żyć w społeczeństwie…

    Lubię to

    • O Wilczycy, przyznaję, pisałam bardziej przez pryzmat tych kilkunastu ostatnich rozdziałów – koniec liceum, studia i po studiach – w których patologii nie było. Nie zamierzam bronić tej mangi; nie mam też szczególnej pamięci do rozwoju bohaterów, ale z biegiem czasu ten chory, udawany związek zamienił się w taki całkiem normalny – albo ja coś przegapiłam…

      Co do Kuma Miko trudno się z tobą nie zgodzić, a mimo to serię odebrałam jako komedię – specyficzną i zgrzytającą, ale jednak. Już prędzej chęć wezwania pomocy odczuwałam przy WataMote, w którym problemy bohaterki nie zostały doprowadzone do takiej skrajności, przez co dla mnie są bardziej realne.

      Lubię to

  5. WataMote jeszcze przede mną 😉 Ale przyznam, że robię się okropnie czepliwa i trochę psuje mi to przyjemność z uczestnictwa w fandomach, ale… Jestem chyba za stara i za świadoma pewnych rzeczy by nie zgrzytać zębami, szczególnie wtedy, gdy dobra historia obrywa wątkiem/motywem/projektem postaci bez którego by się obyła, a który psuje odbiór całej reszty.
    Chociaż przy „Wilczycy” mam odwrotnie – tu działa mi na nerwy wątek główny. Wierzę, że poboczne i końcówka mogą ciągnąć resztę w górę, ale jak przypomnę sobie scenę, gdzie on jej pierdzielił, że skoro go kocha, to ma grzecznie znosić jego humory i podłe traktowanie… Nie, nie, nie, za dużo osób cierpi z powodu przemocy w związkach, bo jest psychicznie uzależnione od swoich oprawców. Aż rośnie we mnie potrzeba bojkotu Waneko jak o tym myślę…

    Lubię to

    • Moim zdaniem to dobrze, że są w fandomach takie czepliwe osoby, które dostrzegają w tych wszystkich oglądanych i czytanych rzeczach takie wątki czy momenty, w których ważny problem jest bagatelizowany i lekkomyślnie wykorzystywany. W końcu to przez takie czepianie się można zwrócić uwagę pozostałych odbiorców zarówno na sam problem, jaki i jego problematyczne ukazanie.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s