Mangowe zakupy: styczeń-luty 2017

 

Bez zbędnego przedłużania: czas na podsumowanie pierwszych zakupów w 2017 roku. Ostatnie miesiące przyniosły sporo dobra, trochę planowanego, trochę nie, ale tak to u mnie zwykle bywa. Z mang (i innych publikacji od wydawnictw mangowych) stos prezentuje się tak:

dsc_0084

Lecąc od dołu mamy: pierwszy tom Sagi winlandzkiej – serii osobiście nie znam, ale gdzieś kiedyś czytałam na blogu którejś z dziewczyn, że fajne i że poleca, a wtórowały jej komentarze, planowałam więc zaznajomić się ze skanlacjami, lecz Hanami mnie ubiegło. Ciekawa też byłam, cóż to tyle kosztuje 😉 dsc_0091Tom rzeczywiście jest opasły (wydanie dwa w jednym) i prezentuje się pięknie, z treścią jeszczem nie zaznajomiona.

Od Hanami kupiłam też czwarty tom Mushishi. Dopiero czwarty, choć już niedługo ukaże się u nas ostatni. Nie, żebym któryś z posiadanych zdążyła już przeczytać, tak sobie ino powoli zbieram 😛

Dalej leży Waneko (jak mi to się ładnie wydawnictwami ułożyło i to całkiem przez przypadek), dsc_0093które niedawno ogłosiło, że paru tytułom kończy się w tym roku licencja, więc je wyprzedają – m.in. Welcome to the N.H.K. Początkowe dwa tomy kupiłam jako jedne z pierwszych w mojej kolekcji, oceniłam je całkiem wysoko, ale w zasadzie mnie nie porwały, więc nie planowałam serii uzupełniać. No ALE piątka za tom – grzech nie skorzystać. I mam.

Z Jednotomówek Waneko wzbogaciłam się o Absolwentów, kontynuację Kolegów z klasy. To cały czas wynik zachwytu nad filmem oraz ciągoty do fajnych, ale i „delikatnych” boys lovów 🙂 Do dokupienia mam jeszcze dwa od Dango, a potem będę myśleć, co dalej w tej kwestii. Może mi przejdzie i stanę się prawym czytelnikiem, który unika takich bezeceństw 😀dsc_0088

Od Kotori tylko jeden tytuł, ale za to jaki: drugi tom zwariowanej Durarary w formie novelkowej. Pierwszy tom mi się podobał, to idę za ciosem 🙂

Na koniec sentymentalna podróż do początków mojego fanizmu, czyli do Naruto. Jak już wspominałam przy okazji przeglądu kulturowego, zatęskniłam za postaciami, z którymi tyle czasu spędziłam. Ot, tak sobie rzucić okiem, co u starych znajomych słychać 🙂 Obejrzałam więc film i kupiłam pierwszy tom mangi (borze szumiący, jaka ona na początku fajna była, jak to miło wrócić do czasów, gdy Kakashi był mega silny, legendarny, budzący strach i respekt! dsc_0087Potem różnych badassów tyle się tam przewinęło, a dzieciaki urosły w siłę, co jeden to silniejszy, że jego wyjątkowość się gdzieś zagubiła), i jeszcze LN-kę: padło na historię Sakury, bo jako nowość miała największy rabat na Gildii. W sumie ciekawi mnie też, czy książki z Natuto Hiden czytać można niezależnie, czy raczej powinno się zachowywać kolejność – myślę, że jak przeczytam trzeci tom, to się przekonam 🙂 A kolekcja light novelek rośnie.

Tyle mangostuffu, teraz pora na dobra książkowe: jest ich pięć, z czego trzy zaliczam do kręgu tematycznego „japonica”.

dsc_0108Jest długo przeze mnie pożądana Pochwała cienia, esej Jun’ichiro Tanizakiego o podstawach japońskiej estetyki. Przed zakupem powstrzymywała mnie cena: 42 złote za niespełna stustronicową książeczkę to jednak sporo, 40 % rabatu na Świecie Książki przesądziło jednak sprawę. Troszkę zabolało mnie, gdy odkryłam, że tekst ukazał się wcześniej w antologii Estetyka japońska. Estetyka życia i piękno umierania, ale nie ma co płakać, bo jej nie mam, a zdobyć obecnie trudno. Do tego sama Pochwała cienia wydana jest pięknie (nie ma się co dziwić, w końcu odpowiedzialny za nią był Przemek Dębowski!), więc nawet jeśli treść mnie przerośnie, to przynajmniej będę mogła pomiziać to cudo i oczy nim nacieszyć. A Karakter szykuje już kolejną publikację w serii, Księgę herbaty.

Na fali popularności filmu kupiłam Milczenie Shusaku Endo. Choć nie lubię okładek filmowych, to zdecydowałam się na to wydanie, bo ceny poprzednich strasznie poszybowały w górę. Rzutem na taśmę do zamówienia dołączyło 300 lat milczenia Johna Dougilla, tematycznie powiązane z Milczeniem i filmem Scorsese’a – o pierwszych chrześcijanach w Japonii.

dsc_0112Z nie-japońskich książek zawitały do mnie: Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski – też z Karakteru, też maczał w niej palce Dębowski (w końcu to jego wydawnictwo), więc też ładna. Jak tytuł mówi, książka o książkach 🙂 A autor, Keith Houston, to ten sam, który jakiś czas temu popełnił inną książkę o historii znaków typograficznych. Btw, na zdjęciu może słabo widać, ale na okładce siedzi sobie też nazwisko tłumacza, praktyka wciąż mało spotykana, ale ja jestem jak najbardziej za (o tłumaczach na okładkach można poczytać tu). Mnie uderzyło to przy wydanym niedawno tomie wierszy / piosenek Dylana, gdzie też na okładce pojawił się autor przekładu. I najpierw pomyślałam, że w przypadku poezji to tłumaczenie jest bardzo istotne, a potem, że w zasadzie to ono zawsze jest istotne, nawet jeśli nie zwracamy na nie uwagi. I przypomniałam sobie, jak zastanawiałam się, w jakim przekładzie kupić Małego Księcia i Mistrza i Małgorzatę, i jak czysto hipotetycznie rozważałam, czy Szekspira to lepiej w wersji Barańczaka czy Słomczyńskiego. I że kategorycznie nie chcę Władcy Pierścieni od Łozińskiego.

Wracając do zakupów: na koniec tom wierszy Anny Świrszczyńskiej Budowałam barykadę – z czasów powstania warszawskiego. Za poezją szczególnie nie przepadam, ale utwory z tego tomu utkwiły mi w pamięci jeszcze podczas przerabiania ich na studiach, więc gdy trafiła się okazja (w taniej księgarni), kupiłam bez zastanowienia. Okładka może nie jest rewelacyjna, ale treść jak najbardziej warta polecenia, a i wygląd książki w środku przemawia „za” (tym razem za skład i opracowanie graficzne odpowiedzialny był Robert Oleś z d2d.pl – też marka sama w sobie, jeśli chodzi o projektowanie książek).

Koniec końców mangowe zakupy przemieniły się w zachwyty nad ładnie wydanymi książkami, w pełni ukazując moje filologiczni-edytorskie skrzywienie 😉 Niestety tak już mam, że gdy dostaję książkę w ręce, pierwsze sprawdzam stronę redakcyjną: korektorów, grafików, składaczy, tłumaczy, ilustratorów etc., ot, patrzę na rzeczy, które innych w ogóle nie obchodzą. A ja lubię wiedzieć, kto sprawił, że książka wygląda (i czyta się) tak pięknie lub tak nijako, lub brzydko.

Advertisements

17 uwag do wpisu “Mangowe zakupy: styczeń-luty 2017

  1. Welcome to NHK to świetna manga, dobry DRAMAT (bo to NIE jest komedia, jeśli sam miałeś podobne przeżycia).
    Naprawdę jak zawsze świetny gust, ciesze się że tutaj zaglądam. Niestety dzisiaj natłok roboty w biurze, wiec mam nadzieje że następnym razem napisze więcej.

    Dziękuje
    Krzysztof

    Lubię to

  2. Zrecenzuj Sagę Winlandzką, jak już przeczytasz 😉 Ja z Mushishi mam AŻ dwa tomy xD Ale przeczytam, kiedy dozbieram do końca, a na razie mi się nie spieszy. Bo i po co? Szczególnie, że na razie fundusze magicznie mi się kończą, a lista tytułów do kupienia się powiększa… Przyjmuję datki xD

    Lubię to

    • Taki mam plan z Sagą, ale na razie nie obiecuję, różnie to bywa 😉
      Magiczne kurczenie się fundusz znam z autopsji, choć nie jest u mnie tragicznie. Ale i tak się do datków nie dorzucę, zbieram na wakacje ;P

      Lubię to

  3. Drrr! ❤

    Ja miałam takie mocne, żelazne postanowienie nie kupowania mang, bo całkiem dosłownie nie mam na nie miejsca. Tak więc marzec zaczęłam z trzema tomami Bezsennych nocy, dwoma Vampire Library i pierwszymi Bungo Stray Dogs. I kilkoma e-bookami. I książkami. Będzie płacz 😀

    Lubię to

    • Piękny marzec, nie ma co 😀
      Już dawno zrezygnowałam z takich postanowień, teraz praktykuję kumulowanie zakupów: w jednym miesiącu nic nie kupię, ale w następnym kupię „przydział” na dwa – ale za przesyłkę zapłacę raz, albo i załapię się na bezpłatną 🙂
      E-booki się nie liczą, bo miejsca nie zajmują! Ja ostatnio wywiozłam parę książek do rodziców na przechowanie, ale to bolesny proces, bo jak tu się ze swoimi książkami rozstawać? No i tak cichaczem, bo oni nie do końca rozumieją ideę kupowania książek 😦

      Polubione przez 1 osoba

      • No właśnie próbuję kumulować zakupy, żeby były „za jedną przesyłką” minus klepnięte prenumeraty, ale to czasami trudne, bo jak tu czekać ;__;

        Moi też mieli ten problem, ale w końcu się poddali i teraz działają w systemie „gdzie by tu jeszcze się regał zmieścił” 😛 Ale i tak kończy się na tym, że sporo leży na podłodze O.o Podjęłam więc decyzję, że części muszę powiedzieć papa, to boli, ale cóż, jeśli przez 5 lat nie sięgnęłam po książkę albo równie dobrze może być w ebooku, to się żegnamy ^^”

        Lubię to

        • Moja podłoga jeszcze wolna, ale na regale stoją w dwóch rzędach (co wcale nie jest dobrym rozwiązaniem, szukałam jakiś czas temu którejś mangi i przy okazji odkryłam, że mam parę innych fajnych do przeczytania, a że schowane były z tyłu, to kompletnie o nich zapomniałam :/ ).
          Pozbywanie się książek to trudna, męska decyzja, ale czasami trzeba ją podjąć. Ale jeśli podejść do tego racjonalnie, ze świadomością, że zdarzają się zakupy nietrafione, że z czasem stosunek do książki może się zmienić, że może ona przestać nam być potrzebna etc., to odświeżenie biblioteczki nie jest złym pomysłem 🙂

          Lubię to

  4. Sagę… niby wszyscy chwalą, a jakoś się nie mogę przekonać. Już kij tam z ceną, ale mam z niewiadomych powodów uraz do kupowania czegokolwiek od Hanami.
    Kolegów z klasy kiedyś nadczytnęłam w empiku i jakoś niczym specjalnym mnie nie powalili, ale tak sobie myślę, że może warto by dać drugą szansę w wersji filmowej. Zwłaszcza że wizualnie anime odpowiada mi znacznie bardziej niż manga, kompletnie nie rozumiem zachwytów nad rysunkami Nakamury.
    A nad tymi resztkami NHK nawet się zastanawiałam, ale jednak nie będę brać w ciemno, nawet za taką cenę.

    Lubię to

    • Mam trochę dobra od Hanami, ale w sumie czytałam tylko jeden tomik jeszcze z biblioteki. Ładnie się prezentują ich mangi, tytuły kupuję te, które mnie ciekawią (a po prawdzie to praktycznie wszystkie od nich bym chciała), więc no… oporów nie mam. W sumie do żadnego wydawnictwa.
      Film Koledzy z klasy jest naprawdę dobry i gorąco polecam 🙂 Kreski w mandze jeszcze nie obczajałam, to się nie wypowiadam. Ale kontynuację chciałam mieć, coby zobaczyć, jak się ten związek rozwinie.
      Bez pierwszych dwóch tomów bym NHK nie wzięła, w sumie niekompletne serie to powód, przez który nie zamówiłam innych tytułów z tych, co się im licencja kończy. Jakby coś było całego, to pewno i w ciemno bym kupiła 🙂

      Lubię to

      • Kreska w Kolegach i Absolwentach jest… specyficzna. Wiele osób jest nią zachwyconych, ale mnie osobiście za serce nie chwyciła. Strasznie razi mnie ta ilość wolnych teł i „niestaranna” kreska. Ale mimo to muszę powiedzieć, że Koledzy (Absolwentów nie czytałam) to dosyć przyjemny tytuł i do stylu rysowania można się przyzwyczaić 😉

        Lubię to

        • Wolne tła i niestaranna kreska – to może mi się spodobać 🙂 W Walkin butterfly niestaranność, szkicowość kreski mi do gustu przypadła, więc tu może też siądzie.

          Lubię to

          • Napisałam niestaranna, a teraz się zastanawiam, czy to dobre słowo. Bo niby można ją za taką uznać, ale mi kojarzyła się najbardziej z wodą. Taka jakby opływowa xD W każdym razie polecam 😀

            Polubione przez 1 osoba

  5. Ja bezceństwa w BL mogę czytać, tylko nie lubię mieć ich w wersji rysowanej, bo erotyka to dla mnie lektura na raz. Jeśli jakiś kadr erotyczny mi się spodoba np. ze względu na ładną kompozycję to zostawiam go sobie w tajemnym folderze i tyle ;). Ale takie lżejsze zawsze chętnie kupię i wesprę wydawnictwa.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s