Drrr!! t. 1 LN

Dancing in the Moonlight

Drrr!! Ryohgo Narity – recenzja tomu 1

 

dsc_0078Drrr!! to seria, która ma wszystkie możliwe formy: jest manga, jest anime, jest light novel. Anime było bardzo popularne i był wielki szał, kiedy nie tak dawno temu wychodziła jego kolejna długo wyczekiwana odsłona; oczywiście chciałam obejrzeć, ale nie widziałam jeszcze tych pierwszych serii, i ciągle odkładałam na później nadrobienie tego, aż skończyło się na tym, że zapoznawanie się z tytułem zaczęłam od pierwowzoru, czyli LN-ki.

Zupełnie nieświadoma, co mnie czeka, zabrałam się za czytanie. Najpierw prolog: nastolatek wraca do domu, jednak okazuje się, że w środku ktoś jest – to dziewczyna, która go prześladuje. Włamując się do mieszkania, odkryła jednocześnie tajemnicę chłopaka. W następnej scenie przychodzi siostra nastolatka wraz ze swoimi ludźmi, czule obejmując beznamiętnie jedzącego zupkę chińską brata zapewnia go, że wszystko będzie dobrze, a jej podwładni w tym czasie sprzątają leżące w mieszkaniu ciało. Ok. Pierwsze słowa książki zapowiadały, że to będzie popaprana opowieść, i – jak widać – nie były to słowa rzucane na wiatr.

Lecę dalej. Rozdział pierwszy: podziemny parking. Zamaskowany motocyklista walczy z grupką bandziorów. Choć jest sam, motocyklista daje radę. Przy okazji latają jakieś odrąbane głowy, nie wiadomo skąd materializują się wielkie czarne kosy i ogólnie elementy supernatural dają o sobie znać. Walka przeplatana jest rozmową na czacie o Czarnym Jeźdźcu, miejskiej legendzie z Tokio. Czyta się nieźle, ale z wtfem na twarzy, bo kto, z kim i dlaczego, i o co w ogóle chodzi.

Kolejny rozdział to kolejne nowe postacie. Jakby dotąd bohaterów było mało. Tym razem mamy dwóch licealistów, znajomych z dzieciństwa, z których jeden dopiero przeprowadził się do Tokio, a drugi oprowadza go po mieście i opowiada o miejskich cudach, ludziach, których należy unikać etc. Wreszcie dostałam fragment, w którym postacie zostały wprowadzone jak trzeba (było wiadomo, kto jest kim, dlaczego jest, gdzie jest i robi to, co robi) i ogólnie powiało normalnością.

Tak mniej więcej wygląda Drrr!! – jest masa postaci i ciągle pojawiają się nowe (aż miałam z nimi problem! Czasami pojawiało się jakieś imię i nie mogłam sobie przypomnieć, kto to był, choć bohaterowie są barwni i każdy posiada jakąś cechę charakterystyczną, więc nie powinno być z ich rozróżnieniem kłopotu. A jednak przy natłoku drugoplanowych postaci się gubiłam), wątki długo nie łączą się w spójną całość, trudno wyłapać, co jest osią historii (głowa) i kto jest głównym bohaterem (myślałam, że Mikado, ale chyba jednak Celty).

Tak się zastanawiam, jak krótko opisać, o czym jest Durarara? Według mnie, po tym pierwszym tomie, jakoś tak: historia dzieje się w tokijskiej dzielnicy Ikebukuro, która opanowana jest przez kolorowe gangi i najniebezpieczniejsze, bezbarwne Dolary; bohaterami jest kilka/kilkanaście osób skupionych właśnie wokół półświatka tej dzielnicy: zwykli-niezwykli nastolatkowie i ich dziewczyny, broker informacji, szemrany lekarz, czarny jeździec, szalona farmaceutka, afrorosjanin itd. Główny problem z pierwszego tomu został w nim rozwiązany, więc prawdopodobne jest, że tak będzie konstruowana fabuła również w kolejnych częściach, ale może być też tak, że dalej wątki będą się rozciągać na kilka tomów albo splotą się w większą całość. W sumie to cieszę się, że będę mogła odkrywać to z każdym kolejnym tomem 😉

Ogólnie początkowo nie byłam przekonana do tej LN-ki. Czyta się szybko i przyjemnie, ale to zagmatwanie wcale mnie nie bawiło, więc uznałam, że jednak nie jestem grupą docelową (żem za stara już). I bardzo denerwowało mnie, że choć kojarzę facjaty bohaterów z różnych internetowych obrazków, to nie potrafię ich połączyć z postaciami z książki, bo opisy i ilustracje nie są wystarczające. Koniec końców się wciągnęłam (czyli nie jestem za stara!) i im dłużej kartkuję i przeglądam tomik, tym bardziej chce więcej – chcę lepiej poznać te zwariowane postacie i ich zakręcone przygody 😀

Jeśli chodzi o polskie wydanie, to jestem z niego zadowolona. Tomik ma format B6+ (czyli jak wiele naszych mang), błyszczącą miękką okładkę ze skrzydełkami, kremowy papier objętościowy, kolorową stronę i wkładkę na papierze kredowym. Pozostałe ilustracje czarno-białe (takie standardowo mangowe, bez wielu detali, szczegółowych teł itp.). Tłumaczenie dobre, czyta się lekko i przyjemnie, rażących błędów nie wyłapałam.

Podsumowując: Durarary kupować nie planowałam, tytuł siedział sobie na liście „do sprawdzenia” i czekał, aż zapoznam się z anime i być może skuszę na niego. Wyszło inaczej, z czego się niezmiernie cieszę i nie żałuję tych 25 złotych wydanych na tomik. Jeśli ktoś, tak jak ja, nie miał wcześniej styczności, to polecam – dajcie szansę temu szaleństwu 🙂 A jeśli miał, to hm, w sumie nie wiem, bo nie wiem, jak się ma novelka do adaptacji…

W każdym razie, drugi tom już kupiony i czeka na wolną chwilę 🙂

 

Tytuł Drrr!! 1
Autor Ryohgo Narita, Suzuhito Yasuda (il.)
Seria wydawnicza
Tytuł oryginalny Durarara!!
Wydawnictwo oryginalne, rok Kadokawa, 2004
Kraj Japonia
Tłumaczenie Tomasz Molski
Miejsce i data wydania Gołuski, kwiecień 2016
Wydawnictwo Kotori
Wydanie I
Strony 272
ISBN tomu 978-83-63650-76-6
ISBN serii 978-83-63650-75-9
Format B6+ (~13,2×18,2 cm)
Okładka i inne miękka ze skrzydełkami
Zalecenia wiekowe wydawcy
Odbiorcy shounen
Gatunek / tagi akcja, komedia, supernatural, romans, współczesność
Cena okładkowa 24,90 zł

 

Dostęp: posiadam

Kraków, 15 lutego 2017

Reklamy

7 uwag do wpisu “Drrr!! t. 1 LN

  1. Jak dla mnie zaczynanie znajomości z Drrr!! od LN-ki jest najlepszym wyjściem. W ramach eksperymentu pierwszy, potem też trzeci tom czytałam już po obejrzeniu odpowiadającego mu kawałka pierwszego sezonu animca, a drugi przed. Tak w sumie obie wersje mają swoje wady i zalety (na przykład, jeśli o pierwszonowelkową akcję chodzi, w anime zgrabniej są przeplatane postacie i ich wątki, łatwiej się też w nich połapać, za to wszystko jest słabiej wyjaśnione niż w LN-ce i aż przesadnie rozciągnięte), chociaż jednak książki lepsze, ale przyjemniej było najpierw czytać, a potem oglądać.
    Jest jeszcze manga, ale… W sumie świat niewiele by stracił, gdyby jej nie było 😛

    A ja muszę nadrobić czytanie, już na mnie patrzy ze sklepowych półek piąty tom, a ja od dwóch miesięcy czwartego nie tknęłam.

    Lubię to

    • Pewno kiedyś skuszę się i sama obejrzę anime, ale wielkiego parcia nie mam, książka w pełni mnie zadowala. Zwłaszcza że ostatnio mocno wzięło mnie na czytanie i na oglądanie już czasu nie starcza (heh, takie życie, że wszystkiego nie da rady 😦 ), do tyłu jestem nawet z tym, co miałam na bieżąco śledzić.
      Dobrze wiedzieć, że mangę można sobie odpuścić, będą pieniążki na coś innego 🙂

      Lubię to

  2. Im dalej w las tym będzie dziwnie – nie tylko fabularnie, Narita robi dziwne rzeczy z narracją, choć, jak wieść niesie, najbardziej widać to w Baccano. Na pewno tym, co wyróżnia te LN-ki od reszty wydanych u nas to dość spójna (choć pozornie chaotyczna) historia – i tempo. Też miałaś wrażenie, że wydarzenia pędzą na łeb ba szyję? 😉

    Osobiście – uwielbiam Drrr!! Choć przygodę zaczęłam od mangi, potem obejrzałam anime, a teraz to już w ogóle przestałam się przejmować kolejnością 🙂

    Lubię to

    • Słyszałam już o tej specyficznej narracji i nie mogę się doczekać 🙂
      Działo się faktycznie dużo, było sporo nie łączących się wątków, ale potem zaczęły się zazębiać i już nie dało się oderwać od czytania. Chociaż mnie bardziej niż pędzące wydarzenia uderzyła mnogość postaci, jednak i tu mam nadzieję, że wraz z kolejnymi tomikami bardziej się z nimi zaznajomię i nie będę miała problemu z ich identyfikacją ;P

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s