Przegląd kulturowy 1/2017

Słowem wstępu: bardzo podobają mi się cykliczne (mniej lub bardziej) notki, będące rzutem oka na popkulturowe rzeczy, które się w ostatnim czasie skonsumowało (jak np. Codwutygodniowy biuletyn kulturowy SStefanii). Nieśmiało myślałam, by zerżnąć pomysł od innych, a że nowy rok (jakby nie było, to wciąż dopiero luty!) to dobry czas na nowe przedsięwzięcia, zaczęłam śmielej rozważać ten pomysł. Ubiegł mnie Miras (tu), jednocześnie zachęcając – więc zaczynam 🙂

Animcowo

Ostatnimi czasy bardzo nęci mnie, by znów sięgnąć po Naruto i zobaczyć, co tam u nich wszystkich słychać 😉 Bo ja na starość się sentymentalna robię, do tego stopnia, że ten sentymentalny powrót do pierwszego anime wpływa na moje decyzje zakupowe (co będzie widać w marcowym podsumowaniu zakupów).

kissJeśli chodzi o oglądanie, to nie mogłam się jednak przekonać do nadrabiania odcinków, więc sięgnęłam po film – w końcu nie widziałam jeszcze kanonicznego zakończenia. The Last Naruto the Movie okazał się całkiem przyjemnym seansem, takim zupełnie jak Naruto 😀 Przeciwnik trochę naciągany i jakby na siłę wymyślany, ale do tego już przywykłam przy tej serii. Nie jestem fanką związku Natruto i Hinaty, bo jak z jej punktu widzenia to uczucie jest uzasadnione – kochała go od dawna, tak z jego strony wygląda to trochę tak: ojej, właśnie uświadomiłem sobie, że przecież Hinata troszczyła się o mnie cały czas, i życie chciała dla mnie poświęcić etc., i choć do tej pory nie zwracałem na nią uwagi bardziej niż na pozostałych moich przyjaciół, to w sumie mogę uznać, że ją kocham. Nie bardzo mi to pasuje, ale kopii kruszyć nie będę.

Pomimo różnych ale, oglądało mi się bardzo przyjemnie. Fajnie było zobaczyć znajome twarze, zwłaszcza mojego ulubionego Shikamaru. No i Sakura w tej nowej fryzurze wygląda bardzo ładnie 🙂 Można się też było pośmiać, np. podczas finałowej walki, gdy Hinata latała w pantalonach. W tych samych pantalonach całowała się z Naruto na tle księżyca, co było kwintesencją kiczu :p Za to ślub (pokazany podczas napisów końcowych) to urocze cudeńko ❤

Z filmów czeka mnie jeszcze kanoniczny Boruto. Trzeba iść za ciosem, póki mam ochotę.

 

Serialowo

Serialowo to kategoria, która często pojawiać się nie będzie, bo seriale aktorskie czy kreskówki niejapońskie to oglądam raz na ruski rok, czyli ostatnio (poza tym, co teraz w styczniu) to w 2015 Zapiski młodego lekarza i Sherlocka, a w 2014 Miasteczko Twin Peaks.

sherlock

A teraz, to oczywiście ostatni sezon Sherlocka. Ogólnie serial uwielbiam: za duet Sherlock-Watson i za rozwiązywane przez nich sprawy, i za bohaterów drugoplanowych, i za to, jak ten serial został zrealizowany, ale w tej końcówce zrobiło się zbyt rodzinnie. Osobiście wolałam, gdy pokazywano sprawy zwykłych petentów, nawet jeśli potem łączyły się w jakąś większą całość związaną z Moriartym czy innymi. A ten ostatni odcinek to nawet porządnie zaskoczyć nie potrafił, bo SPOILER ta dziewczynka w samolocie od początku mi śmierdziała. Co nie zmienia faktu, że całego Sherlocka oglądałam z zapartym tchem i szczerze polecam.

 

Książkowo

Początek roku upływa mi pod znakiem czytania i to rzeczy przeróżnych. Oto niektóre z nich z uwagami:

Slow Fashion: poradnik modowy (mówiłam, że dziwne rzeczy czytałam!), czyta się całkiem nieźle, estetycznie wydana, w treści też niegłupia, choć Ameryki nie odkrywa. W sam raz dla kogoś, kto kupuje dużo ciuchów i chciałby to ograniczyć lub dla kogoś, kto chce bardziej świadomie budować swój styl. Nie przyda się tym, którzy siedzą w tematach slow life lub minimalizmu.

Pani Dalloway: cudna i wspaniała. Po raz kolejny uświadomiła mi, że klasyka literatury to nie niestrawne przynudzanie, ale utwory mądre, wzruszające i wciągające. No i ten styl, ta narracja – ciągła zmiana perspektyw, wplatanie strumienia świadomości ❤ Dawno nie czytałam czegoś, co zasługując na miano literatury ambitnej, jednocześnie byłoby tak zrozumiałe i nie odstręczało.

Oskar i pani Róża: klasyka, ale zupełnie innego rodzaju. Porównywana do Małego Księcia opowieść o dziesięciolatku, który umiera na białaczkę. Spostrzeżenia Oskara to ciekawa refleksja nad życiem, mnie jednak najbardziej poruszyła pani Róża i jej ciągłe zmyślanie o wrestlerkach, by w ten obrazowy i fascynujący dla chłopca sposób dotrzeć do niego, zyskać jego zaufanie i nauczyć ważnych prawd.

Kot w stanie czystym: Pratchetta uwielbiam, lubię też koty (bardziej ze mnie kociara niż psiara), jednak ten quasi-poradnik o kotach mnie rozczarował. Choć były momenty, w których chichrałam się nad książką, to całość wypadła słabo – być może właśnie ze względu na formę poradnika, będącego zbiorem krótkich tekstów o różnych aspektach kociego życia. Pratchettowi to najlepiej przecież powieści wychodzą 😉

oskar-i-krolikKrólik i Misia. Niesmaczne zwyczaje Królika: literatura dziecięca; pierwszy tom serii o dwójce nietypowych przyjaciół, bardzo miłej i naiwnej niedźwiedzicy Misi i Króliku, egoistycznym cwaniaczku. Trochę o zaufaniu i wstydliwych tajemnicach, trochę o dobroci zmieniającej innych, trochę o odkrywaniu przyjemności bycia z innymi. Ogólnie na plus. Do tego ładne wydanie (co szczególnie ważne przy książkach dziecięcych) z ilustracjami w niebiesko-zimowej kolorystyce, bez kiczu i tandety.

A niesmaczne zwyczaje Królika to coś, co – jak zgodnie stwierdziłyśmy z koleżankami – dzieciakom się spodoba, bo one lubią takie małe obrzydliwości 😛

Wielbłądzica baletnica i inne bajki: znów dziecięca; autorstwa Arnolda Lobela, klasyka amerykańskiej literatury dziecięcej, w tłumaczeniu Wojciecha Mana (Man jako tłumacz jest tu świetną reklamą i rekomendacją i łatwo ludziom zapada w pamięć; sama obsługiwałam klienta, który szukał „książki Mana o tańczącej wielbłądzicy”, podobnie bywa w przypadku innych dziecięcych tłumaczonych przez niego). Osobiście Lobela pokochałam za wydaną w zeszłym roku serię książeczek o Żabku i Ropuchu.

Wielbłądzica to zbiór kilkudziesięciu krótkich historii o zwierzętach. Każda mieści się na jednej stronie i zakończona jest morałem. Są to pouczające i sympatyczne opowieści, mówiące o ważnych rzeczach: miłości, przyjaźni, marzeniach, bezpieczeństwie itp. Niestety – moim zdaniem – brakło w nich błyskotliwości i poczucia humoru, które Lobel zaprezentował w Żabku i Ropuchu. Mimo to lektura nie była czasem straconym, bo wyłapałam morał-perełkę:

moral

 

Tyle w pierwszym podsumowaniu, do zobaczenia w następnym, które będzie nie wiem kiedy, gdyż ponieważ nie podjęłam jeszcze decyzji, z jaką częstotliwością będzie się to to ukazywało, czy np. raz na miesiąc, czy jak mi się uzbiera rzeczy, o których mam co napisać.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Przegląd kulturowy 1/2017

  1. Ale, ale, ale dlaczego „sięgnąć po Naruto”?
    D:
    Pratchett jest świetny tako samo w Polskiej wersji jak w Originale, naprawdę jestem pod wrażeniem ze są wstanie tak dobrze przetłumaczyć na nasze.
    Pytanie, a myślałaś może o recenzji gier? VNek itp.?

    Dziękuje za przyjemność czytania tego tekstu w poniedziałek, już mi lepiej w biurze ;3
    Krzysztof z http://fejwsi.blogspot.com/

    Polubienie

    • Przecie piszę, że przez sentyment ten Naruto 😉 Albo żeby sobie zakończenie przypomnieć, bo z mangi niewiele pamiętam. Niby czytałam, ale jak się ta cała wojna tam zaczęła, to już tak jednym okiem ino 😛
      Z moim lipnym angielskim nie mam co sięgać po oryginał Pratchetta, ale od bardziej kompetentnych niż ja osób też słyszałam, że Cholewa świetnie go tłumaczy.
      Trudno gry recenzować, jak się w nie nie gra i nieszczególnie mnie do nich ciągnie, więc odpada.
      Miło, że moje pisanie się komuś przydaje 🙂

      Polubienie

  2. Hehe, a u mnie te podsumowania częściowo zainspirowały podsumowania zakupowe u innych – mąż poprosił, żebym nie chwaliła się za bardzo itemami w internetach, bo ma z takimi rzeczami złe doświadczenia, więc tylko czasem coś na Insta wrzucę, a tak to notki bardziej piszę o tym, co już znam, dłuższe i treściwsze, ale nadal zbyt krótkie i mizerne na pełne, pojedyncze teksty 🙂
    Naruto nigdy nie oglądałam, ale szef jest narutardem i nawet ostatni rozdział przeczytaliśmy razem na jakiejś pirackiej stronie zaraz po tym jak wyszedł. Ja trochę ten związek Nardo z Hinatą rozumiem, też się rzuciłam na pierwszego zainteresowanego mną faceta – dopiero potem się okazało, że to ideał i nie ma po co szukać dalej 😉
    Z Szerlokiem uparcie czekam aż wrzucą na Netflixa, nie spieszy mi się – bo kolejkę tam i bez tego mam długą. I też za często seriali nie oglądam, jeśli już to filmy 🙂
    Ooo, dużo książek dla dzieci czytasz, fajno, nie będzie mi głupio że ostatnio tylko anime dla dzieci wsuwam 😉 Kot w Stanie Czystym mi się podobał, ale czytałam go dawno, podczas ogromnej fazy na Pratchetta, oraz nie przepadam za kotami, więc się na nich nie znam, można mi wiele na ich temat wcisnąć.

    Polubienie

    • Szczęściara z Ciebie, że tak z facetem trafiłaś 😀
      U mnie ani seriale, ani filmy za często nie lecą. Niby chcę, lista do obejrzenia jest długa, ale jak przychodzi co do czego, to zamiast filmu wybieram anime czy książkę, i tak się to kręci.
      Bo dziecięce są fajne 🙂 Mają ładne rysunki i zawsze swoją dziecinnością wywołują uśmiech na twarzy. No i można je raz-dwa przeczytać, nawet jak się ma tylko chwilkę wolną.

      Polubienie

      • Kurde, sam zacząłem oglądać Precure (Bo serio maja naprawdę dobre walki) bo gdybym chciał oglądać serie tru-mroczne i pełne ZUA to zostałbym godzinę dłużej na mieście zamiast wracać do domu, W pewnym wieku człowiek zaczyna oglądać „lżejszy” serie bo sam już siedzi po kolana albo i głębiej w bardzo bardzo złym i paskudnym świecie to nie chce potem odpoczywając oglądać tego samego

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s