Mangowe zakupy: listopad-grudzień 2016

Ostatnie podsumowanie zakupowe z zeszłego roku znów jest bardziej książkowe niż mangowe. W listopadzie ogólnie było niewiele zakupów, tylko jedna LN-ka, ale było to celowe. Za to w grudniu nastał czas szału kupowania – świąteczne promocje itp. Gdybym robiła zamówienie początkiem miesiąca, byłoby ono pełne yaoiców, miałam wtedy na nie ogromną ochotę. Nie mogłam się jednak zdecydować odnośnie do pozostałych tytułów, więc zamówienie składałam na dzień przed świętami i zdominowały je książki:

dsc_0051

Z mangowych zakupów wzbogaciłam się o trzy pozycje, z czego tylko jedna w rzeczywistości jest mangą.

dsc_0054

Koledzy z klasy to pokłosie moich zachwytów nad ich filmową adaptacją, kontynuacja w planach zakupowych, a jakże 🙂 Drrr!! to moja pierwsza light novelka, kupiona i przeczytana od razu (co mi się rzadko zdarza). Wrażenia jak najbardziej pozytywne, ale recenzja się pisze, więc nie będę się powtarzać. I ostatnia pozycja, mój must have, manga ostateczna Kawaii Scotland od Kobiety Ślimaka, jej duchowej przewodniczki Niny i Dranki, odpowiedzialnej za rysunki. Jako fanka Ślimakowego humoru  nie mogłam tego przegapić ❤

dsc_0066

W paczce z Gildii znalazły się jeszcze dwa tomy Pratchetta: Pomniejsze bóstwa i Kosiarz. Marzy mi się mieć wszystkie książki ze Świata Dysku, więc powoli je sobie kompletuję. Jeśli ktoś jeszcze serii nie zna, to gorąco polecam, osobiście najbardziej tomy ze strażą i Śmiercią, choć znam takich, którzy wolą przygody Rincewinda albo wiedźm.

dsc_0058

Dalej robi się baaardzo klasycznie: Ulisses Joyce’a i Biesy Dostojewskiego. Dwa potężne tomy, oba w serii Znaku 50 na 50. Zarówno graficznie, jak i pod względem doboru tytułów ta seria wydawnicza bardzo mi się podoba (chyba pisałam o tym przy okazji poprzedniego zakupu z tej serii), więc tak sobie coś kupię od czasu do czasu. Mam wprawdzie dopiero cztery książki, ale i tak pięknie prezentują się na półce. No i można się pochwalić ambitnymi tytułami 😉 Tylko jeszcze je przeczytać…

dsc_0064

Z fabularnych książek zawitały do mnie jeszcze dwie: Pani Dalloway Virginii Woolf i Osiołkiem Stasiuka. Tę pierwszą zapewne bez problemu dostałabym w każdej bibliotece, ale urzekła mnie okładka (oczywiście moje marnej jakości zdjęcia nie oddają jej piękna) – po raz kolejny daje o sobie znać moje zamiłowanie do ładnie wydanych książek. Choć, jak się tak zastanowię, to znalazłoby się parę pozycji, które kupiłabym bez względu na wydanie.

Druga książka to najnowsza powieść uwielbianego przeze mnie Stasiuka. Jest zakupem zupełnie nieplanowanym, po prostu zobaczyłam ją na półce i musiała być moja, nie było odwrotu. To kolejna opowieść o podróży (ale przecież takie wychodzą mu najlepiej!), tym razem przez Ukrainę i Rosję aż do Azji.

dsc_0059

Ostatnie z książkowych nabytków stanowią eseje i wywiady. Dobrze się myśli literaturą to zbiór esejów literaturoznawcy Ryszarda Koziołka, w których pokazuje on, że – czy tego chcemy, czy nie – literatura leży u podstaw naszej komunikacji i ułatwia porozumiewanie się. Wszyscy polecają, w końcu i ja musiałam zaopatrzyć się w swój egzemplarz.

Kolejny zbiór esejów, zróżnicowanych tematycznie i stylistycznie, to Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię Davida Fostera Wallace’a. To książka, nad którą zastanawiałam się najdłużej i dalej nie jestem pewna, czy jakaś inna nie byłaby lepsza. Z autorem pierwszy raz zetknęłam się w 2015 r., kiedy ukazał się jego zbiór Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi (oba tytuły przykuły moją uwagę swoim brzmieniem), nie czytałam, ale zapadła w pamięć. Cóż, zobaczę, ile to warte, opinie są podzielone.

Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie to z kolei wywiady Zofii Zaleskiej z tłumaczami literatury. Pozycja wysoko oceniania i polecana przez osoby, które cenię. Kwestią tłumaczeń nigdy jakoś specjalnie się nie interesowałam, ale na pewno będzie ciekawie.

A książki, które na grudniowe zakupy się nie załapały, grzecznie czekają na swoją kolej. Ani się obejrzymy, będą walentynki i bonito rzuci jakimś fajnym rabatem 🙂

dsc_0068Na sam koniec jeszcze bonus, który nie załapał się na stosik: kwartalnik „Przekrój”. „Przekrój” wznowiony został po kilku latach nieobecności na rynku. Tamtego starego nie znam, nikt w moim pobliżu go nie czytywał. Że wznowiono, słyszałam, ale do zakupu przekonała mnie dopiero recenzja Rafała Hetmana. Pełna obaw, że już nie dostanę, popytałam w paru krakowskich kioskach i faktycznie nie było – nakład wyczerpany. Zaangażowałam w poszukiwania rodziców, którzy mieszkają w mniejszym mieście, bez środowiska akademickiego, i po niecałych dziesięciu minutach dostałam SMS-a, że tata kupił 🙂

Przejrzałam, poczytałam i zdecydowanie polecam. Jest zabawnie, jest inteligentnie, jest inaczej i treściowo, i graficznie (tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć!). Moje pisanie byłoby wtórne w stosunku do Rafała, przeczytajcie więc jego tekst – jeśli Was nie przekona, nie przekonam Was i ja. (Dodruk był, więc z kupnem nie powinno być problemu).

Jedyne zastrzeżenia mam do formatu. „Przekrój” jest duży (format B4), przez co trochę niepraktyczny, momentami niewygodnie się czyta i nie mieści się do torebki 😦 , a że stron dużo, to zgiąć się go nie da. No ale ma warzywo numeru, więc wszystko zostaje wybaczone 😉

Reklamy

8 uwag do wpisu “Mangowe zakupy: listopad-grudzień 2016

  1. Kosiarz ❤ Pomniejsze bóstwa też są genialne, ale jednak Kosiarz mnie bardziej zaangażował emocjonalnie, jeden z moich ulubionych tomów Świata Dysku. Też sobie powolutku zbieram Pratchetty, ale na razie mam stosunkowo mało i przede wszystkim o Straży.

    Nad Kolegami z klasy się zastanawiałam, ale nie bardzo mi podchodzi kreska i zazwyczaj jakoś szkoda mi kupować jednotomówki. Za to Kawaii Scotland mieć muszę 😀 Ciekawa jestem Twoich wrażeń z Drrr!! Właśnie, a ja od miesiąca już mam czwarty tom, przeczytać by trzeba ;p

    Lubię to

    • Kosiarza mi właśnie bracia zachwalali już lata temu, a jakoś tak wyszło, że go wtedy nie przeczytałam… Mojego Pratchetta też na razie mniej niż więcej, ale powolutku damy radę 🙂
      O, to mi jakoś łatwiej jednotomówki wchodzą do koszyka. Kupię i mam całość, a z seriami to potem problem, bo którejś mam jeden tom, a już jest ich 7, innej mam 3 tomy, w właśnie wyszedł 15, kolejnej mam 2, a ukazało się już znów kilka czy kilkanaście, i tak by się chciało dokupić, ale w sumie nie wiadomo, której serii dać pierwszeństwo, i na którą się zdecydować, a którą odpuścić – bo w końcu życie też kosztuje, więc wyborów dokonywać trzeba.
      A o Drrr będzie, ale nie wiem kiedy, postaram się jeszcze w tych zimowych miesiącach napisać.
      Kawaii Scotland nie czytałam jeszcze, ale i tak polecam, w końcu to Kobieta Ślimak 🙂 Ostatnio Wombat recenzowała ten tomik, jakbyś chciała poczytać (=>Wombat mądry po szkodzie)

      Lubię to

  2. Czytałabym Kosiarza, bo jest tam Mort, ale z drugiej strony pewnie za mało Morta, żeby mnie ucieszyc XD
    Czekam na recenzję Durarary, uwielbiam tę serię. Dowód na to, że LN może być napisana prostym językiem, ale zarazem nie stać się prymitywną opowiastką i kpiną z literatury. Od trzeciego tomu zaczyna się to znane z Baccano! przeplatanie różnych linii czasowych, cudo.
    A mnie nadal jeszcze nie zebrało się na zamówienie Kawaii Scotland, dzie moje pieniądze, dzie one są, ach tak, nie ma XD

    Lubię to

    • Ja na razie tylko jeden, ale już przeczytany, w co czasami dalej nie wierzę. Nie wdając się w szczegóły, potrzebowałam sprawdzić, jak to jest wydane, podjechałam więc te dwa przystanki do Komiksiarni (czy Komikslandii – zawsze mylę te nazwy), kupiłam i przeczytałam. Dla kogoś, kto tyle książek kupuje a i tak czyta inne, to naprawdę dziwne i niesamowite O.o
      Wrażeń z Kawaii ciągle brak 😦

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s