Początki – Day 4/2016

12 Days of Anime /2016/ – Day 4

 

narutoGdy Kayo Shin wspomniał(-ła?) w swoim komentarzu o nadrabianiu Naturo, przypomniałam sobie, jak sama to robiłam 🙂 i miałam wspomnieć o tym w odpowiedzi na komentarz, ale pisząc ją stwierdziłam, że w sumie można to rozwinąć w notkę – i oto jest: moje wspominki o początkach zainteresowania mangą i anime. Trochę już o tym pisałam w zakładce „O mnie”, ale teraz będzie bardziej szczegółowo.

W moim przypadku trudno uważać Pokemony i Czarodziejkę z Księżyca, które oglądałam dawno dawno, za początki – w ogóle nie miałam świadomości ich japońskiego rodowodu i za dzieciata byłam, by traktować je inaczej niż jak kolejną bajkę. Potem było jeszcze Beyblade, ale to też jako „zwykła” bajka.

Tak więc pierwszym anime było Naruto, przez co darzę serię dużą sympatią. Zaczęłam je oglądać na pierwszym roku studiów w ramach zacieśniania więzi z współlokatorką. Była to dziewczyna, która jako tako mangą i anime się nie interesowała, ale Naruto w obu wersjach śledziła na bieżąco. No i tak się przysiadłam, trochę mnie w fabułę wprowadziła, potem razem wróciłyśmy do oglądania pierwszych odcinków Shippudena (bo to już Shippuden wychodził wtedy), a potem jeszcze całkiem do początku – uznała, że może ze mną jeszcze raz obejrzeć, więc jak miałyśmy razem wolną chwilę – jedząc razem czy robiąc sobie przerwę w nauce podczas sesji – oglądałyśmy. Całości pierwszej serii chyba nie pochłonęłyśmy, nie pamiętam też, czy dalej razem z nią oglądałam nowe odcinki, czy już nie (żeby sobie chronologii nie zaburzać). I tak pierwszy rok akademicki upłynął mi pod znakiem Naruto (z tego też czasu, z sesji zimowej, pochodzi rysunek Gaary z mojego profilowego).

Kiedy się wyprowadziłam, nie miałam już z kim oglądać, a samej mi głupio było, więc zarzuciłam serię. I tak w zasadzie minął mi drugi i trzeci rok akademicki.

Nadeszły jednak kolejne nudne wakacje w domu i dziwna ochota, by sprawdzić, co u pomarańczowego dresa słychać. Ale żeby to zrobić, musiałam najpierw nadrobić, co było do nadrobienia, i z wypiekami na twarzy oglądałam te wszystkie ataki Akatsuki, tryby mędrca, Painy itp., i tylko zastanawiałam się, czy zdążę kolejny odcinek przed powrotem mamy z pracy, bo strasznie ją raziło, że cały dzień spędzam przed komputerem, więc jak była w domu, to starałam się ograniczać. I to w zasadzie był ten moment, kiedy na dobre wpadłam w mangę i anime. Zaczęłam szukać skanów do Naruto, sprawszać, które fragmenty to fillery, potem jakoś we wrześniu kupiłam pierwsze dwa tomiki mang – a jakże, Naruto 🙂 – i poszło.

inuyashaGdzieś w międzyczasie próbowałam też oglądać InuYashę, ale początkowo mi nie podeszło. Sprawiało wrażenie długaśniej serii typu jeden odcinek – jeden potwór do pokonania. Jednak po moim wsiąknięciu w Naruciaka dałam serii jeszcze jedną szansę i chociaż z przerwami, to obejrzałam całość i dziś to również jedna z tych serii, które darzę wielkim sentymentem.

Trzecią „pierwszą” serią jest Full Metal Panic (ale nie jestem w stanie stwierdzić, czy zaczęłam ją wcześniej czy później niż InuYashę). Trafiłam na nią w sposób dość nietypowy: jakoś w 2010 roku była ona emitowana w którejś z polskich TV, u mnie w domu wprawdzie tego kanału nie było, jednak moim ówczesnym skrzywieniem było przeglądanie gazet typu telemagazyny i gdzieś tam kiedyś FMP było opisane, i nawet obrazek był, więc je zapamiętałam, a kiedy na dobre zaczęłam odkrywać świat anime dostępnych w internetach, to sięgnęłam po nie (a po InuYashę to sięgnęłam przez ending obejrzany na yt – można? można). Pewnego razu też mnie coś tknęło i pomyślałam, że te główne bohaterki – Kagome i Kaname – to tak całkiem podobnie krzyczą i okazało się, że mają tę samą seyuu ❤full-metal-panic

Czasami tak sobie myślę, że openingi i endingi z tych trzech serii przywołują tyle pozytywnych wspomnień (prawie, jakbym oglądała je za dziecięcych lat!), że gdyby przyszło mi układać jakiś ogólny top, to zapewne by go zdominowały :). Podobnie zresztą mam z OSTami z tych anime.

W ogóle to miałam wtedy konto na anime-planet, nie na MALu, bo ta współlokatorka tam miała i mnie zachęciła. I weszłam tam dziś, i to konto wciąż działa o.o Jeśli mu wierzyć, to na równi z FMP i IY leciały u mnie filmy od Ghibli, a później z filmów to Origin, O dziewczynie skaczącej przez czas, a z telewizyjnych serii Hellsing, Sekaiichi Hatsukoi, Elfen Lied, Usagi Drop i potem już cała masa innych animców.

Wspomniany ending z IY:

Kraków, 18 grudnia 2016

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Początki – Day 4/2016

  1. Wspomniała, wspomniała. Ja w Naruto doszłam do jakiegoś 130 odcinka i było nawet ok, ale potem zaczęłam oglądać inne serie i teraz nigdy nie mam chęci do skończenia, szczególnie, że musiałabym obejrzeć jakieś 500 odcinków.
    Zawsze czuję się nieco dziwnie, jak ludzie mówią, że ich pierwszym anime było Naruto, Dragon Ball czy Pokemony… Ja najpierw obejrzałam Toradorę xD Potem Fairy Tail… i ileśtam innych anime, a Naruto ląduje może na 17 miejscu 😀 I od tego czasu ciągnę to oglądanie i ciągnę, chociażby żeby wiedzieć, o co chodzi, jak ktoś wspomina o Naruto.
    InuYashy nie oglądałam, ale przyjaciółka ciągle kolekcjonuje serię mang, więc może kiedyś zajrzę 🙂 Chociaż nie przepadam za systemem: jeden odcinek – jeden potwór (ogólnie za fabułą epizodyczną)i wolę, jak wszystkie wątki się ze sobą łączą i tworzą spójną całość tak, żeby każda rzecz miała wpływ na dalszą akcję.

    A tak w ogóle to miło mi, że natchnęłam cię do napisania postu 😀

    Lubię to

    • W InuYashy to się potem zmienia, fakt że cały czas walczą z potworami i zbierają odłamki kamienia, ale już nie w układzie odcinek – potwór, pojawiają się kolejni przeciwnicy, nowi sprzymierzeńcy i robi się trochę bardziej skomplikowanie 🙂
      Naruto też koniec końców czeka u mnie na dokończenie, utknęłam gdy doszło do tej całej wielkiej wojny :/

      Lubię to

  2. Tak jak Kayo Shin zawsze mi trochę dziwnie, jak czytam, że kolejna osoba zaczynała od Naruto czy innych Sailorek – owszem, za dzieciaka lubiłam Pokemony czy Shaman Kinga, ale tak to pierwszym anime, który oglądałam ze świadomością, że to anime, było Shoujo Cosette, czyli adaptacja Nędzników, na których wtedy miałam ostrą fazę. A stricte zainteresowanie mangoanimcami zaczęło mi się od Legend of the Galactic Heroes. Także, no, raczej od niezbyt typowej strony zaczynałam xD
    A Naruciaka od paru miesięcy czytam (nie jestem wystarczająco odważna na animcowe fillery xD), bo jednak warto by znać coś, na co się człowiek co i rusz natyka w fandomie.

    BTW, chyba poddałaś mi pomysł na podobną notkę 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s