Later, Buddy – Day 12/2016

12 Days of Anime /2016/ – Day 12

 

kamina_as_he_diesLuty. Sezon zimowy powoli zbliża się do połowy, śledzę kilka wychodzących anime, ale też oglądam zaległości. Tego dnia padło akurat na „staroć” z 2007 roku, popularny i wysoko oceniany shounen. Jakaś 1/3 odcinków za mną, drużyna ukształtowana, cel wyznaczony, teraz tylko śmiało kroczyć po spełnienie marzeń. Dwójka pierwszoplanowych bohaterów wreszcie otwarcie przyznała, że mają się ku sobie. I dobrze, pasują do siebie i od początku im kibicowałam. Potem kolejna walka z wrogami ludzkości; silny przeciwnik, tak silny, że jeden z bohaterów ginie – to ważna osoba dla głównego bohatera, więc ten się załamuje i nie jest w stanie dalej walczyć. Ale okazuje się, że tamten jeszcze żyje, podnosi się, mówi: ostatni raz powalczmy razem. Walczą, wygrywają, a mi tylko przez głowę przemknęło, że to zbyt ważna postać, by to rzeczywiście była jego ostatnia walka, żeby go teraz uśmiercili. Za wcześnie na coś takiego. A on umiera. Młody, ambitny, odważny, narwany. Świetna postać z odpowiednio wyważonymi wadami i zaletami, idealna przeciwwaga dla głównego bohatera. I umiera. A ja czuję, że to niesprawiedliwe. I nie mam ochoty dalej oglądać, bo ta seria bez tej postaci już nie będzie taka sama. Jasne, zdarzało mi się, że śmierć bohatera z anime była dla mnie zaskoczeniem, ale wcześniej tak czułam się chyba tylko po śmierci Jirayi z Naruto.

Dalej luty, dzień następny. Wracam z pracy, przeglądam internety. O, wyszedł nowy odcinek anime, które oglądam. 12473745_920466334733338_376034403143154290_oTrochę jest dziwne, z zapowiedzi wnioskowałam, że będzie przygodówką, a jest takie bardziej obyczajowe. Ale lubię je, ma piękną grafikę, sympatycznych bohaterów i chociaż akcja toczy się powoli, to jestem ciekawa jej dalszego ciągu. Odpalam odcinek. Drużyna się zebrała, wyruszają na polowanie, wszystko idzie zgodnie z planem, robią sobie przerwę, lider chwali swoich towarzyszy za ich coraz lepsze umiejętności, zwraca się do każdego po kolei, pomija tylko głównego bohatera, bo muszą się już zabierać za dalszą pracę. Główny bohater, który jest też narratorem, myśli sobie: „Ej, a ja? Mniejsza, zapytam później. A przynajmniej tak wtedy myślałem, że będę mógł zapytać później”. W głowie zapala mi się ostrzegawcza lampka: coś złego stanie się z moim ulubionym bohaterem. Na ekranie błyska strzała wycelowana w lidera. Na szczęście główny bohater też ją zauważa, rzuca się na ratunek, cała drużyna jest w potrzasku, walczą, wydostają się. Nagle słychać świst. I ja, i narrator myślimy: „Lider dostał”. Ale nie widać strzały, nie widać krwi, on sam mówi: „W porządku”. Uciekają dalej, już jest bezpiecznie, nikt ich nie goni, mogą odsapnąć, zmęczeni opierają się o drzewa, a lider pada na twarz. Jednak dostał, całe plecy zakrwawione. Próbują go ratować – bezskutecznie. I znów niefajnie. Lubiłam go, podobała mi się jego relacja z głównym bohaterem, chciałam dowiedzieć się o nim więcej, poznać jego tajemnice, przeszłość. Był odpowiedzialny, opanowany i uważny, a jednak wyglądało, jakby to wszystko, co widzieliśmy w anime – towarzysze i ich zaufanie – było dla niego czymś nowy, więc liczyłam, że dowiem się, jak to faktycznie było. Jasne, nadal mogę się dowiedzieć, ale bez niego na ekranie to już nie to.

Kolejnego dnia nie oglądałam nic, bałam się, że z moim szczęściem znów zginie lubiana przez mnie postać. Jeszcze następnego dnia włączyłam Haikyuu – z mangą byłam na bieżąco, więc byłam pewna, że w tym odcinku nikt nie umrze.

Kraków, 4 lutego 2016

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s