W cieniu betonowej dżungli t. 1

Młodzi wielkomiejscy

W cieniu betonowej dżungli Jung-Hyun Uhm – recenzja tomu 1

 

w cieniuW cieniu  betonowej dżungli postanowiłam kupić już w momencie zapowiedzi: bo josei, bo bohaterka w moim wieku, bo freelancerka (co jest mi bliskie) – ogólnie moje klimaty. Po pierwszym przeczytaniu byłam jednak trochę rozczarowana. Stwierdziłam, że za mało w manhwie obyczajowych problemów z opisu tomiku, a za dużo romansu, ale im bliżej się tej historii przyglądam, tym bardziej ją lubię.

Jun-Ook jest ilustratorką pracującą jako wolny strzelec (dla niewtajemniczonych: oznacza to, że nie ma stałego zatrudnienia, tylko przyjmuje zlecenia od różnych firm; jak zlecenia są, to jest robota i kasa, jak ich nie ma, to jest bieda). Opis określa ją też jako zakupoholiczkę, ale problem ten umiera już po kilku stronach komiksu, kiedy spełnił swoją funkcję i fabularnie dalej nie jest potrzebny (jego funkcja: zakupoholizm => brak kasy => pomysł, żeby wynająć komuś wolny pokój w swoim mieszkaniu). Problemy finansowe skłaniają ją więc do znalezienia współlokatora, którym zostaje Bum-Moo. Nieszczęsny opis ze skrzydełka obwoluty informuje, że bohaterom trudno się razem mieszka, anonsuje też liczne sprzeczki między nimi. Jednak kiedy patrzę na ich relacje przedstawione w manhwie, nie dostrzegam tego. Ot, mamy po prostu dwójkę ludzi, którzy z konieczności dzielą ze sobą mieszkanie, ale każde z nich wciąż prowadzi swoje życie i drugiemu z buciorami w nie nie włazi. A że przyzwyczajają się do siebie dopiero z czasem, to też przecież całkiem normalne. Licznych sprzeczek też nie zauważyłam, ale może moje doświadczenia ze współlokatorami znieczuliły mnie i inaczej odbieram takie sytuacje…

Dostajemy więc spokojną historię przedstawiającą rozwój relacji między bohaterami i wszystko byłoby ok, gdyby nie zakończenie, które wzbudziło we mnie to uczucie rozczarowania, o którym pisałam. Bo pod koniec pojawia się Dramat i zapowiedź Tragicznej Przeszłości, o której więcej dowiemy się z kolejnego tomu. A ja naprawdę spodziewałam się opowieści o zwykłych ludziach, którzy bez szumu i rewelacji idą przez swoje życie, gdzieś po drodze się spotykają, zbliżają do siebie i potem idą już razem. A tu ryp – Dramat. Jakby historia miłosna nie mogła rozgrywać się między osobami, które w żaden sposób nie zostały przez życie skrzywdzone. I poczułam się niefajnie, ale postanowiłam wstrzymać się od oceny do zakończenia manhwy, bo a nuż okaże się, że wyszło to wszystko całkiem zgrabnie i że Dramat nie jest przedramatyzowany.

A potem zaczęłam komiks coraz bardziej lubić i dostrzegać to, co mi się w nim najbardziej podoba, czyli całą warstwę obyczajową. Z mojego punktu widzenia bohaterowie prowadzą tak zwyczajne, normalne życie, że nie potrafię się z nimi nie utożsamiać. Ona: pracuje w domu (swoją drogą – jak jej zazdroszczę własnego mieszkania!), wolny czas spędza przed telewizorem, czasami wyjdzie na miasto coś kupić lub poszwędać się, czasem pogada z mamą przez telefon, czasem wyskoczy z przyjaciółkami na kawę lub drinka, ale coraz żadziej, bo to już ten wiek, kiedy rówieśnicy „się stabilizują”, zakładają rodziny i zmieniają się im priorytety. On podobnie: praca, sen, telewizor. I tak leci ten czas, uciekają dni podobne do siebie, bez pasji, bez szaleństw, bo przecież nie każdy ma wielkie marzenia, do których dąży, nie każdy ma plan na życie, pomysł na siebie. Czasami po prostu tak się płynie, robiąc coś, co w zasadzie ani ziębi, ani grzeje, ale pozwala się utrzymać. Brzmi nudno, ale to dla mnie przekonywująca wizja, a bohaterowie mający w sobie coś z everymana zawsze będą mi bliżsi niż ci, którzy dając z siebie wszystko, dążą do wyznaczonego celu.

Od strony technicznej manhwa prezentuje się dobrze. Kreska „joseiowa”, postacie wysokie i szczupłe z często zachwianymi proporcjami dłoni i twarzy. Mnie najbardziej urzekły ilustracje rozdzielające poszczególne rozdziały 🙂 (dwa z nich powielone na okładce). W paru momentach zgrzyta sposób prowadzenia historii: mamy kilka niezapowiedzianych graficznie przeskoków akcji, które potrafią zbić z tropu. Manhwę czytamy po bożemu, od przodu i od lewej (co uświadomiłam sobie nie podczas lektury, ale dopiero później, gdy przeglądałam recenzje). Polskie wydanie bez zarzutu, w powiększonym formacie i z obwolutą. I z cudownym tytułem ❤

Podsumowując, W cieniu betonowej dżumgli ma swoje wady i zalety,ale zdecydowanie warte jest przeczytania.

 

Tytuł W cieniu betonowej dżungli 1
Autor Jung-Hyun Uhm
Seria wydawnicza
Tytuł oryginalny Forest of Gray City 1
Wydawnictwo oryginalne, rok Seoul Cultural Publishers, 2005
Kraj Korea
Tłumaczenie Aleksandra Mazaraki
Miejsce i data wydania Poznań 2016
Wydawnictwo Yumegari
Wydanie I
Strony 192
ISBN tomu 978-83-63675-50-9
ISBN serii 978-83-63675-49-3
Format B6+ (19,8×13,2 cm)
Okładka i inne miękka + obwoluta ze skrzydełkami
Zalecenia wiekowe wydawcy +15
Odbiorcy josei
Gatunek / tagi obyczajowa, romans, wspołczesność
Cena okładkowa 22,90

 

Dostęp: posiadam

Kraków, 31 maja 2016

Reklamy

2 uwagi do wpisu “W cieniu betonowej dżungli t. 1

  1. Sprzeczki pewnie będą w drugim tomie, gdy trzeba będzie podkręcić dramę. Może i zakupoholizm wtedy wróci 😉
    Ejno, każdy trzyma w szafie jakiś dramat czy nawet dwa. Grunt, żeby nie przesadzać, ale, z drugiej strony, zwykłe życie jest nudne, i każdy ma swoje 😉
    Ja czekam na drugi tom i kupię od razu dwa, tak jest #najlepiej~

    Lubię to

    • Że niby będą się o kasę i zakupy kłócić? Nie, tam się coś grubszego kroi 🙂 W końcu nie ma to jak dramat jako lekarstwo na prozę życia (może też powinnam jakiegoś poszukać i sobie zaaplikować? Miałabym potem o czym opowiadać… 😉 ).

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s