Magia sprzątania

Zmień życie dzięki sprzątaniu

Magia sprzątania Marie Kondo – recenzja książki

 

magia-sprzataniaZe sprzątaniem raczej nie mam większego problemu. Nie przepadam za czyszczeniem podłóg, łazienki, kuchni itp., ale jak trzeba, to trzeba. Za to rzeczy w moim pokoju zwykle leżą na swoich miejscach, więc panuje porządek. Mimo to skusiłam się na książkę Marie Kondo – byłam ciekawa jej rewolucyjnej metody, to raz, a dwa – lubię czytać o Japonii.

Sprzątanie, o jakim pisze autorka, to nie czyszczenie, szorowanie i ogólne dążenie do bycia perfekcyjną panią domu, a porządkowanie i organizacja przestrzeni, o czym informuje nas podtytuł (Japońska sztuka porządkowania i organizacji) i opis z tyłu okładki. Opis, który nieszczególnie mnie zachęcił, bo jest takim typowym dla poradników laniem wody okraszonym mową korzyści: tu mamy akurat rewolucyjną metodę, która ma nie tylko zapewnić trwały ład w mieszkaniu, ale zmienić też całe życie, wzmocnić poczucie pewności siebie, dać sukcesy w pracy, odwagę do zmian i Bóg wie co jeszcze. Do takich zapewnień podchodzę jak pies do jeża. A jak oceniam je po przeczytaniu książki? O tym później, najpierw o samej metodzie sprzątania.

Kondo porządkowaniem interesuje się już 25 lat. Jako pięciolatka zaczęła czytać czasopisma dla gospodyń domowych, w których zachwycały ją zdjęcia pięknie uporządkowanych mieszkań. Jej pasja rosła razem z nią i z czasem zaczęła stosować różne sposoby sprzątania. Gdy jeden zawodził, sięgała po kolejny, szukając takiego, który pozwoli jej uzyskać zadowalający efekt. Świadoma wad różnych wypróbowanych metod, zaczęła opracowywać własną, która okazała się rewolucyjną i dającą szczęście. Tak wykreowany obraz autorki ma przekonać nas, czytelników i potencjalnych klientów, że pomimo młodego wieku (internety podają, że ma jakieś 30 lat) doświadczenia w sprzątaniu ma więcej niż większość z nas, a dzięki temu była w stanie wypracować naprawdę skuteczny sposób porządkowania domu. A przynajmniej ja tak odbieram pierwszy rozdział książki, w którym Marie przedstawia swoje doświadczenia ze sprzątaniem, wskazuje błędne założenia wielu innych metod i pokazuje, jak dzięki nim doszła do właściwych rozwiązań.

Na pierwszy rzut oka Kondo nie proponuje nic odkrywczego: by utrzymać porządek, należy pozbyć się nadmiaru rzeczy, a pozostałym wyznaczyć stałe miejsce, na które będą odkładane po użyciu. Teoretycznie proste, w praktyce – nie zawsze. By osiągnąć sukces, konieczne jest, zdaniem autorki, przeprowadzenie jednorazowych i bardzo dokładnych porządków (to „sprzątanie raz w życiu”), które poprzedzić należy wyobrażeniem sobie, jak dana przestrzeń ma wyglądać (typu: podoba mi się taki typ wystroju wnętrz, taki styl życia lub chcę, by w moim pokoju można było robić coś tam – tak, by wiedzieć, do czego się dąży).

Następnie przechodzimy do pierwszego etapu działania, czyli do wyrzucania. Kryterium, którym należy się przy nim kierować, to moim zdaniem ta najbardziej rewolucyjna i zarazem najbardziej kontrowersyjna część tej metody sprzątania. Podejmując decyzję o zostawieniu lub wyrzuceniu danej rzeczy nie bierzemy pod uwagę jej użyteczności ani tego, na ile jest ona zużyta, autorka nie podaje też konkretnych liczb przedmiotów, które powinniśmy posiadać. Mamy za to kierować się hasłem: wybieraj to, co sprawia ci radość. Kondo uzasadnia to tym, że to wielkie sprzątanie ma być krokiem w stronę lepszego, wymarzonego, szczęśliwego życia, a żeby to wymarzone szczęście osiągnąć, należy otaczać się przedmiotami, które dają nam radość, nosić ubrania, które nas cieszą itp. (a moja wyobraźnia pracuje: widzę osobę, która ma problemy finansowe i wszystkie jej ubrania kupione są w ciucholandach –wracam do czasów, gdy był to powód do wstydu i oznaka biedy, nie hipsterstwa – więc ich nie lubi i postanawia wszystkie wyrzucić, a ponieważ nie ma kasy na takie, które by lubiła, to zostaje bez ubrań… A tak na poważnie to nie wierzę, by ktoś z takimi problemami finansowymi próbował odmienić swoje życie za pomocą „magii sprzątania”). Przystępując do selekcji posiadanych przedmiotów, musimy też pamiętać, by pracować „kategoriami” a nie „lokalizacją”, tzn. nie sprzątamy najpierw jednego pokoju, potem kolejnych, tylko rzeczy z danej kategorii (autorka proponuje podział na: ubrania, książki, papiery, różności, przedmioty o wartości sentymentalnej i pamiątki, w razie potrzeby można też wyróżnić własne kategorie, np. rzeczy związane z jakimś swoim hobby). Wszystkie przedmioty danego typu gromadzimy w jednym miejscu, dzięki czemu będziemy w stanie zobaczyć, ile ich posiadamy, a potem dokonujemy wyboru, biorąc do ręki każdy przedmiot i oceniając, czy sprawia nam radość. Jeżeli rezygnujemy z czegoś, powinniśmy – na głos lub w myśli – podziękować temu przedmiotowi za to, co dla nas zrobił. I tak, jak zgromadzenie wszystkiego w jednym miejscu, by zrobić przegląd, brzmi dla mnie sensownie, tak gadanie do rzeczy jest… dziwne (tak samo jak przypisywanie im uczuć, co Kondo też robi; japońskie podejście do rzeczy materialnych wciąż mnie zadziwia). Autorka wyjaśnia też, jak pozbyć się przeszkody, którą jest racjonalne myślenie typu „To może mi się jeszcze przydać”, „Nie mogę wyrzucić prawie nowej rzeczy”. Ja jednak wciąż uważam, że na „pokonanie takiej przeszkody” mogą sobie pozwolić jedynie osoby, które na to stać i dla których nie będzie problemem kupienie czegoś ponownie, gdy okaże się, że faktycznie jest potrzebne.

Kondo podkreśla, że ważne jest trzymanie się odpowiedniej kolejności: najpierw kategorie, które nie wzbudzają w nas wielkich emocji, jak np. ubrania i książki, a na samym końcu te najbardziej problematyczne typu pamiątki i przedmioty budzące sentyment. Omawianie poszczególnych kategorii utrzymane jest w takiej właśnie kolejności, na pierwszy ogień idą więc ubrania. Dla mnie najciekawiej brzmiał fragment o ubraniach domowych, podobał mi się także ten o ubraniach wiszących w szafie. Zupełnie za to nie sprawdzi się u mnie składanie pionowe. Marie twierdzi (słusznie zresztą), że ubrania powinny być złożone i ułożone tak, by po otwarciu szafy czy szuflady widzieć je wszystkie (jak grzbiety książek na półce). Jeżeli trzyma się ubrania w szufladach, to składanie pionowe sprawdzi się świetnie, jeżeli jednak dysponuje się jedynie półkami (jak w przypadku moim, mojej rodziny i większość znajomych), taki „przegląd po otwarciu” umożliwi jedynie składanie poziome (to, które w zasadzie wszyscy znamy). Cudny jest podrozdział o skarpetkach – pamiętajmy, by nie zwijać ich w kulki, bo nie mogą wtedy odpocząć (kolejny kwiatek od autorki :); sama nie trzymam tak skarpetek, bo im to ściągacz rozciąga).

Wśród miłośników książek najwięcej wątpliwości będzie budził im poświęcony fragment. Sama nie zgadzam się z twierdzeniami autorki, że jeśli nie przeczytało się książki krótko po jej zakupie lub otrzymaniu, to nie przeczyta się jej nigdy oraz że stosy nieprzeczytanych książek nie mogą dawać radości. Nie twierdzę, że przegląd biblioteczki nie jest konieczny, nawet u bibliofilów znajdą się pozycje, których już nie chcą, warto się więc ich pozbyć (sprzedać, oddać do biblioteki publicznej czy wyrzucić, jeśli nie nadają się do niczego innego), ale zalecenie, by mocno ograniczyć księgozbiór, pominę – w końcu nadrzędną zasadą jest zostawianie rzeczy, które dają nam szczęście, a dużo książek to moje szczęście :D.

Potem przechodzimy do sortowania papierów (tu konieczne jest zostawienie niektórych ważnych dokumentów, co zauważa nawet autorka – więc jednak zdrowy rozsądek w niektórych przypadkach bierze górę) i tzw. różności: płyt, kosmetyków, urządzeń elektrycznych, akcesoriów kuchennych itp. Tym przedmiotom autorka nie poświęca już tak wiele uwagi. Po pierwsze byłoby to trudne ze względu na ich zróżnicowanie, po drugie, jeśli ktoś doczytał do tego momentu, to powinien już łapać, o co chodzi w tym całym podejmowaniu decyzji i wyrzucaniu. Na koniec porządkowania Kondo proponuje zabrać się za pamiątki: zdjęcia, dyplomy, kartki, listy, laurki i różne upominki od partnerów, przyjaciół i znajomych (dawnych i obecnych). I nie ma się co obudzać, że jak niby można wyrzucić takie rzeczy, ale znów pamiętajmy: wyrzucamy tylko to, co nie sprawia nam radości.

Ostatnią radą, która kończy rozdział o wyrzucaniu, jest ta dotycząca liczby posiadanych przedmiotów. Marie twierdzi, ze podczas sprzątania u każdego pojawia się moment, w którym wie się, jaka liczba przedmiotów jest dla nas wystarczająca i w zależności od tego, kim jesteśmy, co lubimy i do jakiego stylu życia dążymy, wartości te będą różne dla każdego z nas.

Kiedy już wielkie podejmowanie decyzji za nami, pora przejść do drugiej części, czyli układania. Kluczem do sukcesu, którym jest brak nawrotu bałaganu, jest wyznaczenie miejsca dla każdej rzeczy i odkładanie jej tam po użyciu. Niby proste, a czasami tak o to trudno J. Autorka podrzuca nam kilka wskazówek: żeby używać prostych metod przechowywania (np. kartonów – oczywiście takich, które się nam podobają – zamiast wymyślnych gadżetów), żeby podobne rzeczy trzymać w jednym miejscu (z tym nie do końca się zgadzam, sama wiele rzeczy trzymam tam, gdzie z nich korzystam: krem do rąk w pokoju, a do twarzy w łazience, suszarkę w przedpokoju, bo w łazience nie ma miejsca, a ładowarkę do telefonu przy nocnym stoliku – a zdaniem autorki, jako przedmioty elektroniczne, powinny być razem; razem nie są, ale bałaganu nie robią, bo każde z nich ma swoje miejsce) itd. Ogólnie brzmi to całkiem sensownie, może poza codziennym opróżnianiem torebki (na co dzień korzystam z jednej, więc takie wyciąganie i wkładanie za każdym razem tego samego to zbyteczny wysiłek).

A teraz najważniejsza kwestia: czy sprzątanie taką metodą rzeczywiście może wpłynąć na nasze życie tak, jak mówi o tym autorka? Myślę, że może, ale pod jednym warunkiem (obowiązującym w zasadzie przy każdej „cudownej” metodzie na zmianę życia): musimy tego naprawdę chcieć i odważnie tę zmianę podjąć. Kondo radzi, jak zmniejszyć liczbę posiadanych przedmiotów i jak je odpowiednio potem ułożyć, ale tym czynnościom ma towarzyszyć namysł nad tym, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi – i jeśli ktoś faktycznie zacznie dumać i rozkminiać, co z tym jego życiem jest i czego chce, to i sprzątanie może być pretekstem do jakiejś prywatnej rewolucji. Chociaż ja ograniczę się do wykorzystania Magii sprzątania jako podpowiedzi, jak pozbyć się nadmiaru rzeczy, co przyda się przed czekającą mnie przeprowadzką.

Z kwestii technicznych: książkę czyta się bardzo szybko, jej styl trochę przypomina ten z amerykańskich poradników (którego nie cierpię), ale jest do zniesienia. Boli, że wydawnictwo przyoszczędziło na korekcie, poza tym wydanie całkiem poprawne.

Czy czytać? Jak najbardziej. Nawet jeżeli nie zdecydujemy się na gruntowną zmianę życia z Marie Kondo, to większość z nas wyciągnie z Magii sprzątania przydatne dla siebie rady.

 

Tytuł Magia sprzątania
Autor Marie Kondo
Seria wydawnicza
Miejsce i data wydania Warszawa 2015
Wydawnictwo Muza
Wydanie I
Strony 225
ISBN 978-83-7758-982-3
Wymiary 14×20,3 cm
Okładka i inne miękka ze skrzydełkami
Typ poradnik
Cena okładkowa 34,90 zł

 

Dostęp: posiadam

Kraków, 2 lutego 2016

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Magia sprzątania

    • I masz 20 złotych więcej w kieszeni, których na tę książkę nie wydałaś 🙂
      „Magia sprzątania” sama się prosi o takie recenzjo-streszczenie i nie potrafiłam nic na to poradzić.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s