Powóz Lorda Bradleya

Cena marzeń

Powóz Lorda Bradleya Hiroakiego Samury – recenzja tomiku

 

powóz lordaPowozem Lorda Bradleya jestem zawiedziona. Z tytułem po raz pierwszy zetknęłam się w dniu zapowiedzi, a było to w Prima Aprilis, i te wszystkie komentarze i niedowierzanie, że Waneko zamierza wydać TAKĄ mangę, od razu zwróciły moją uwagę. Okładka też mi się spodobała (i trochę wprowadziła w błąd, bo długo mi zeszło, zanim zauważyłam, że te czerwone plamy na sukience bohaterki to płatki róż, a nie krew), więc tomik kupiłam, bo ja z tych, którzy lubią mocne i brutalne tytuły. Potem paczka przyszła i zasiadłam do czytania, przygotowana na (cytuję opis z obwoluty) „jedną z najbardziej poruszających mang w historii, wobec której nie można przejść obojętnie”. No i przeczytałam, i z mieszanym uczuciem stwierdziłam, że nie ruszyła mnie ani trochę (z mieszanym, bo nie wiedziałam, czy to wina mangi, że mnie nie ruszyła, czy może moja wina – że już taka nieczuła jestem i się ruszyć nie dałam). Żadnego przerażenia, obrzydzenia, rozdygotania czy współczucia.

Manga składa się z kilku opowieści, które łączy tytułowy powóz Lorda Bradleya. Jest on marzeniem dziewczyn z sierocińców w całym kraju (stylizowanym na Wielką Brytanię), ponieważ wsiadają do niego tylko te wybrane, które będą występować w aktorskiej trupie Bradleya, szanowanego arystokraty. Tylko nieliczni zauważają, że co roku do tej trupy dołącza jedynie kilka dziewczyn, a do powozu wsiada ich znacznie więcej. Jeszcze mniej osób wie, co dzieje się z sierotami, które zostały wybrane, ale nie trafiły na scenę. Zamiast do zamku trafiają one do więzień i zostają „ofiarowane” osadzonym, by mogli zaspokoić swoje potrzeby seksualne. Takie „święto” w każdym więzieniu organizowane jest raz do roku w celu zapobieżenia buntom, a jego pomysłodawcą jest lord Bradley.

Przedstawione historie są zróżnicowane. Pierwsza wprowadza w schemat tego, co dzieje się z wybranymi: widzimy więc radość dziewczynki, pożegnanie z sierocińcem, zaskoczenie, gdy trafiła do więzienia, i masowy gwałt aż do jej śmierci. Kolejne rozdziały pokazują nam m.in. zazdrość dziewczynek, ich starania o to, by zostać wybraną, a także losy tych, które trafiły na scenę. Mamy też okazję spojrzeć na „program” oczami więźniów i strażników. Każda historia jest inna i nie można narzekać na kompozycyjną nudę.

Autor zastosował wiele zabiegów, które powinny poruszyć i przerazić czytelnika. Widzimy sceny przemocy, poranione ciała dziewczyn, wielkie łapska wbijające się do krwi w niewielkie piersi nastolatek, spierzchnięte usta ofiary czy walającą się po podłodze gałkę oczną. Urzędowy, beznamiętny opis programu Bradleya towarzyszący kadrom ukazującym gwałt. Wykrzywioną śmiertelnym grymasem twarz wybranki zestawioną z twarzą jej przyjaciółki, marzącej o powozie Bradleya. Oddalający się powóz z radośnie machającą, pełną nadziei i wdzięczności za spełnione marzenie dziewczyną zestawiony z naszą wiedzą o czekającej ją przyszłości. Przemoc, okrucieństwo i bezwzględność, ale i okruchy ludzkiej dobroci.

Manga jest bardzo dobrze skonstruowana, a zaprezentowany w niej „projekt” jest na tyle chory i nieludzki, że zgodnie z zapewnieniami z obwoluty, powinno być trudno przejść koło niej obojętnie. A jednak nie jest. Czegoś brakuje, ale sama nie wiem czego. Początkowo myślałam, że problem leży we fragmentaryczności tego tytułu. Historie są krótkie, bohaterowie co rusz się zmieniają, więc nie ma jak zżyć się z nimi, ale to nie do końca to. Potem przyszło mi do głowy, że może zbyt słabo zaakcentowano problem moralności. Bo my wiemy, że to jest złe, wiemy też, że kierujące tym osoby pozbawione są ludzkich uczuć. A co z resztą? Ze strażnikami, więźniami, opiekunami? Samura nie przedstawił nam praktycznie żadnych konfliktów wewnętrznych, prób usprawiedliwienia się, wyrzutów sumienia ze strony osób, które wiedziały i pomagały. Czy nie mieli oni wątpliwości? Czy tłumili w sobie chęć buntu? Tłumaczyli przed samymi sobą, że wybierają mniejsze zło? To by było pole do popisu dla autora.

A może to jeszcze coś innego, np. to, o czym pisze autor w posłowiu: że tworząc tę mangę sam nie wiedział, o co mu chodziło. W konsekwencji dostaliśmy bez zarzutu skonstruowany i narysowany utwór, ukazujący pierwszorzędny warsztat twórcy, ale całkowicie pozbawiony duszy.

Pod względem graficznym Powóz Lorda Bradleya prezentuje się bardzo dobrze. Szkicowa kreska, dużo szarości, cieniowanie za pomocą drobnych linii i realistyczne postacie bez wielkich oczu i dziwnych fryzur świetnie współgrają z opowieścią, ba, uważam wręcz, że rysunki są jej najmocniejszym punktem. Polskie wydanie także trzyma poziom, w zasadzie wyłapałam tylko 2 lub 3 błędy językowe, poza tym nie ma się do czego przyczepić.

I cóż, dalej jestem zawiedziona. Takie było moje pierwsze odczucie po lekturze i takie jest nadal po wgłębieniu się w mangę na potrzeby recenzji. Oczekiwałam czegoś mocnego, nie że z większą ilością przemocy, ale mocnego pod względem treści, ciężkiego, może nawet czegoś szokującego… Wiecie, tak żeby wbiło się w łeb i nie dawało o sobie zapomnieć. A tu biedne dziewczynki, straszni oprawcy, jakiś niby fatalizm, brak nadziei… wszystko nieprzekonywujące, nieszczere.

 

Tytuł Powóz Lorda Bradleya
Autor Hiroaki Samura
Seria wydawnicza Jednotomówki Waneko
Tytuł oryginalny Bloodharley no Basha / Bradherley no Basha
Wydawnictwo oryginalne, rok Ohta, 2008
Kraj Japonia
Tłumaczenie Magdalena Rokita
Miejsce i data wydania Warszawa, październik 2015
Wydawnictwo Waneko
Wydanie I
Strony 218
ISBN tomu 978-83-65229-05-2
ISBN serii
Format B6+ (~13,5×19,5 cm)
Okładka i inne miękka + obwoluta ze skrzydełkami
Zalecenia wiekowe wydawcy od 18 lat
Odbiorcy seinen
Gatunek / tagi dramat, przemoc, przeszłość
Cena okładkowa 19,99 (w tym 5 % VAT)

 

Dostęp: posiadam

Kraków, 31 grudnia 2015

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “Powóz Lorda Bradleya

  1. Ja bardziej nie wierzyłam, że to wydadzą nie dlatego, że za mocne dla polskiego czytelnika, ale bardziej dlatego, że to mimo wszystko ciężki i mało przystępny, a w dodatku dość mało znany tytuł. Bo nawet jeśli Cię nie porusza, to chyba jednak przyznasz, że nie jest to zbyt przyjemna tematyka. A Samura przecież już był na naszym rynku, w dodatku Miecz Nieśmiertelnego miał kiedyś i adaptację anime, ale nadal przeszło to bez echa. Skoro więc brutalnie bijący się samuraje byli mało znani, to Powóz mogła uciągnąć najwyżej kontrowersja.
    Nie mam pojęcia o wynikach sprzedaży i, wstyd się przyznać, nawet jeszcze nie przeczytałam (choć mam tak z bardzo wieloma tytułami, zbierają kurz i czekają), ale też nie spodziewam się, że mną jakoś szczególnie wstrząśnie 🙂

    Polubienie

    • W moim przypadku ta kontrowersja i szum wokół tytułu się sprawdziły, bo mangę kupiłam. Kupiłam licząc, że będzie nieprzyjemnie i że coś z tej nieprzyjemności będzie wynikało, że czemuś ona będzie służyć, a że w rzeczywistości historia zupełnie mnie nie obeszła, to trudno mi mówić o jakiejś celowości użytej w niej przemocy (a wypowiedź autora uświadcza mnie w przekonaniu, że żaden cel mu nie przyświecał).
      Nie bardzo rozumiem, co ma Miecz nieśmiertelnego do Powozu. Różna tematyka, różna długość, więc niby dlaczego brak popularności jednego tytułu miałby wpłynąć na poziom popularności drugiego? Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to że głupim pomysłem byłoby reklamowanie Powozu jako „mangi autora Miecza nieśmiertelnego”, skoro Miecz był u nas mało popularny.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s