Egzorcyzmy Marii

Zły duchu, przepadnij!

Egzorcyzmy Marii Yayoi Haruny – recenzja tomiku

 

egzorcyzmy mariiI cóż mam począć z tym nieszczęsnym tomikiem? Podchodziłam do niego niechętnie, ponieważ nie podoba mi się obwoluta, ale miałam cichą nadzieję, że sama manga będzie takim znośnym przeciętniakiem, celującym w odbiorców młodszych niż ja. Niestety przeliczyłam się – ta jednotomówka jest po prostu słaba, a jej największymi wadami są: nijakość i – o czym przypomniałam sobie w trakcie czytania – niesamodzielność.

Dostajemy historię czternastoletniej Marii, która z rozkazu Watykanu przybywa do Japonii i wstępuje do Szkoły Świętej Balbiny, jedynej w tym kraju szkoły dla pogromców demonów. Bohaterka nie jest jednak zwykłą egzorcystka, ponieważ swoją moc czerpie nie od devy (czyli istoty boskiej), lecz od demona Uriela, z którym wiąże ją bliżej nieokreślony kontrakt. Dodatkowo ciąży na niej klątwa rzucona przez innego demona, Azazela: każdy potomek rodu, z którego Maria pochodzi, umiera w wieku czternastu lat (zastanawia mnie więc, skąd ci kolejni potomkowie się biorą, skoro wszyscy tak młodo umierają…). Dziewczyna nie zamierza się jednak poddać, planuje odnaleźć Azazela (który dziwnym trafem przebywa akurat w Japonii) i pokonać go, by zdjąć klątwę. Czasu ma jednak coraz mniej, bo jej urodziny zbliżają się wielkimi krokami…

Tak zarysowana fabuła zapowiada się całkiem ciekawie, problem polega jednak na tym, że na „zapowiadaniu się” rozwój wypadków się kończy. To nie tak, że nic się nie dzieje: Maria trafia do szkoły w dość nietypowy sposób, wzięta za opętaną, której trzeba pomóc, potem poznaje towarzyszy z oddziału spirytualnego, razem z którymi będzie walczyć, przy okazji pokonuje jakiegoś demona, poznaje nowego wroga itd. – ale to wszystko wygląda na wstęp do dłuższej historii i w formie jednotomówki się nie sprawdza, jest tylko urwanym początkiem. I tu z pomocą przychodzi informacja, że Egzorcyzmy Marii powstały na podstawie gry i – jak widać – miały być jej reklamą. I wszystko ładnie i fajnie, i pewno sprawdziło się na rynku japońskim, ale u nas rady nie daje. Jeszcze gdyby historia z mangi była zgrabnie zakończona, to nie zniechęcałaby to tak bardzo, jednak ona wyraźnie domaga się sięgnięcia po dalszy ciąg, którym jest niedostępna na naszym rynku gra. To właśnie jest wada nazwana przeze mnie niesamodzielnością.

Mamy więc zapowiedź interesujących wydarzeń, które wykraczają jednak poza karty mangi, a ich miejsce zajmuje nudne, wielkie nic. Bo Maria przybywa do szkoły i co? poznaje jednego kolesia, drugiego, trzeciego, czwartego, piąty to zamknięty w niej demon, potem przyjeżdża szósty… Tu przydaje się kolejna informacja, znaleziona w internetach, że Egzorcyzmy oparte są na grze randkowej. I nagle jasne staje się, że te wszystkie klątwy i walki z demonami nie są istotne, za to ważne są relacje między bohaterką a wianuszkiem otaczających ją chłopców. Znów niby wszystko fajnie, już pogodziliśmy się z myślą, że dostajemy historię, która kończy się, zanim się na dobre zaczyna, że mamy do czynienia z reklamą gry otome, która prezentuje postacie – pytanie tylko, dlaczego to jest takie słabe? Najbardziej razi w oczy zmienne nastawienie chłopaków do Marii. Sytuacja np. taka: jeden z bohaterów (typ inteligenta) stwierdza, że zbyt szybko Marii zaufali, tylko że jeszcze kilkanaście minut wcześniej wszyscy patrzyli na nią podejrzliwie (mieli ją za opętaną). Czyli najpierw inteligencik jej nie ufa, bo jest nowa/opętana, dwa zdania później, gdy okazuje się, że ma należeć do tego samego oddziału, bohater zmienia zdanie i daje jej kredyt zaufania, a jeszcze chwilę później, gdy dowiaduje się o jej nietypowym egzorcyzmie, znów jej nie ufa… Podobnych sytuacji, w których nastawienie bohaterów zmienia się jak humor u kobiety w ciąży, jest sporo. Ogólnie wyglądają one, jakby realizowały schemat: jeśli Maria wypowie odpowiednią kwestię, to rozmówcy rosną „punkty sympatii dla niej” (czy coś w ten deseń). Takie rozwiązane może sprawdzać się w grze, ale w mandze wygląda nienaturalnie.

Ponarzekałam już na treść, teraz pora na stronę wizualną. Wspominałam, że nie podoba mi się obwoluta – na ilustracji na niej wszystkiego jest za dużo: są falbanki, bufony, dziwaczna kokarda (też z falbankami), rozwiane włosy, róże, krzyż z ornamentem i (jeśli się nie mylę, nie znam japońskiego) zostawiony oryginalny tytuł. Gdzieś tam w tym wszystkim gubi się malutki napis Egzorcyzmy Marii i nazwisko autorki. Okładka pod spodem trochę lepsza, choć utrzymana w podobnym stylu. Kreska przeciętna – nie zachwyca, ale też nie straszy. Do polskiego wydania uwag nie mam (poza tym niezbyt widocznym tytułem).

Ta jednotomówka od Taigi to jedna z najniżej ocenianych przeze mnie mang wydanych w Polsce, które miałam okazję czytać. Raczej średnio sprawdzi się u nas w swojej reklamowej roli, a jako niezależna historia zupełnie nie daje rady. Mogłaby być znośnym wstępem, jeśli dalej fabuła zgrabnie balansowałaby między romansem i działaniami egzorcystów. Niestety, jest to tylko reklamówka gry otome, sztucznie i po łebkach ukazująca relacje między miałkimi postaciami.

 

Tytuł Egzorcyzmy Marii
Autor Yayoi Haruna
Seria wydawnicza
Tytuł oryginalny Danzai no Maria
Wydawnictwo oryginalne, rok Ohzora, 2011
Kraj Japonia
Tłumaczenie Magdalena Rokita
Miejsce i data wydania Gdańsk 2014
Wydawnictwo Taiga
Wydanie I
Strony 176
ISBN tomu 978-83-64204-11-1
ISBN serii
Format B6+ (~12,9×18,1 cm)
Okładka i inne miękka + obwoluta ze skrzydełkami
Zalecenia wiekowe wydawcy
Odbiorcy josei (shoujo)
Gatunek / tagi fantastyka, reverse harem, tajemnica, współczesność
Cena okładkowa 22,90 (w tym 5 % VAT)

 

Dostęp: Biblioteka Jagiellońska

Kraków, 25 sierpnia 2015

 

Reklamy

7 uwag do wpisu “Egzorcyzmy Marii

  1. Otomce są fajne, ale w większości powinny pozostać grami. Znam tylko dwie historie, które chciałabym zobaczyć zanimowane bądź zmangowane i które nadają się, żeby takie zabiegi z nimi robić. W obu romans jest na drugim planie, za fabułą.

    A „Egzorcyzmy” od dawna są na mojej liście „bez kija nie podchodź”. Po co w ogóle wydają takie rzeczy w Polsce?

    Lubię to

    • Zadawałam sobie to samo pytanie, ale nie znalazłam satysfakcjonującej odpowiedzi.
      W otome nie grywam, mogę więc jedynie przypuszczać, że są lepsze i gorsze tytuły, ale z dobrą adaptacją jeszcze się nie spotkałam, dlatego staram się tego typu produkcje omijać. A po Egzorcyzmy sięgnęłam, bo nie zakodowałam, która z jednotomówek Taigi jest tą najsłabszą – i trafiłam akurat na nią 😦

      Lubię to

  2. „zastanawia mnie więc, skąd ci kolejni potomkowie się biorą, skoro wszyscy tak młodo umierają…”
    Trafna uwaga 🙂

    Mangę omijam szerokim łukiem, brałam ją właśnie za takiego średniaczka dla młodszego odbiorcy, a tu się okazuje, że jest dużo gorzej. Warto zanotować i omijać jeszcze szerszym łukiem 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s