Kuroshitsuji t. 1

Piekielnie dobry kamerdyner

Kuroshitsuji Yany Toboso – recenzja tomu 1

 

kuroshitsuji1Czy jest wśród fanów mangi i anime ktoś, kto nie słyszał o Kuroshitsuji? Jeśli tak, to szczerze gratuluję :). Sama pamiętam czas, gdy zalewały mnie kolejne wizerunki Ciela i Sebastiana w postaci fanartów, cosplayów i Bóg jeden wie, czego jeszcze. Efekt był taki, że postanowiłam przekonać się, o co tyle szumu, i skusiłam się na dwa sezony anime (więcej wtedy nie było) – bohaterów polubiłam, gorzej było z fabułą. Od tego momenty minęło trochę czasu, wyszedł kolejny sezon anime, powstał następny musical, polskie wydanie mangi dogoniło japońskie, a ja dałam w końcu szansę oryginałowi.

Pierwszy tom, jak przystało na pierwszy tom długiej serii, jest wprowadzeniem, w którym poznajemy bohaterów i ogólny zarys sytuacji. Akcja rozgrywa się w Anglii pod koniec XIX wieku (wprawdzie pojawia się telefon komórkowy i jest mowa o oglądaniu programu, ale poza tym realia wyglądają całkiem w porządku) i przedstawia poczynania młodego hrabiego Ciela, który jest głową (jednoosobowego) rodu Phantomhive, oraz jego kamerdynera Sebastiana Michaelisa.

Dwunastoletni Ciel, jako jedyny pozostały przy życiu, zarządza rodzinną firmą Funtom, która dominuje na rynku zabawek i słodyczy. Jest także „kundlem królowej” – na jej rozkaz wykonuje brudną robotę, łapiąc nieuchwytnych przestępców i rozwiązując kryminalne tajemnice. Chłopak jest inteligentny, cyniczny, egoistyczny i pewny siebie, a ze względu na pełnione funkcje zachowuje się jak dorosły (czy raczej stara się, bo nie zawsze jest w stanie ukryć „siedzące w nim” dziecko). Uwielbia gry – również te, w których stawką jest ludzkie życie; nie unika brutalnych metod (choć sam raczej rąk sobie nie brudzi, tylko wydaje rozkazy) i bezgranicznie wierzy, że jego kamerdyner zawsze go uratuje – w końcu to piekielnie dobry kamerdyner.

Sebastian potrafi zrobić wszystko. Posiada ogromną wiedzę, nienaganne maniery, świetnie gotuje i walczy. Tak jak Ciel, jest inteligentny i cyniczny, i choć niektóre rozkazy pana go irytują, wykonuje je z uśmiechem na ustach – w końcu jest demonem związanym z chłopcem kontraktem i do czasu jego wypełnienia musi spełniać wszystkie jego życzenia.

Relacja (o której w pierwszym tomie nie dowiadujemy się zbyt wiele) łącząca tę dwójkę jest dla mnie jednym z najmocniejszych punktów mangi. Uwielbiam to balansowanie pomiędzy zależnościami dziecko – dorosły a pan – sługa. Do tego dochodzi niejednoznaczność Ciela, bo z jednej strony jest tylko dzieckiem po przejściach, a z drugiej wymaga się od niego dorosłego zachowania. Dodajmy do tego jego momentami naprawdę paskudny charakterek (który najbardziej daje się we znaki Sebastianowi) plus idealnego, ale i wyrachowanego demonicznego kamerdynera – i mamy przepis na świetny komiks.

W rezydencji Phantomhive służy też parę innych osobników :). Mamy więc pokojówkę Mey-Lin, ogrodnika Finniana, kucharza Barda i majordomusa Tanakę. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że żadne z nich nie potrafi wywiązać się ze swoich obowiązków. Pokojówka niedowidzi, więc ciągle się potyka, wszystko tłucze, rozlewa itp., ogrodnik nie zna się na swojej robocie, a do tego nie panuje nad swoją nieludzką siłą, więc przypadkowo np. łamie drzewa, kucharz „gotuje” za pomocą miotacza ognia, więc wszystkie jego potrawy kończą jako kawałki węgla, a zarządca jest nim tylko z nazwy, a w rzeczywistości rozkoszuje się zasłużoną emeryturą, pozostając na co dzień w formie chibi i popijając herbatkę ze swoim niezmiennym „Ho, ho, ho” w tle. Ostatecznie Sebastian ma tylko więcej pracy: musi wykonać swoje obowiązki oraz dopilnować pozostałą służbę, a jeśli mu się nie uda – posprzątać po nich i naprawić to, co zepsuli.

Ta urocza banda przygłupów jak na razie pełni funkcję komediową, podobnie zresztą jak różowa, kwiecista, falbaniasta i do granic możliwości dziewczęca (i irytująca) Elizabeth, narzeczona Ciela. Humoru w mandze jest ogólnie dużo, pojawia się zarówno w luźniejszych rozdziałach, które mają pozwolić czytelnikowi złapać oddech po arcach i przed kolejnymi, jak również wpleciony jest w te bardziej ekscytujące i porywające fragmenty (w pierwszym tomie dostajemy próbkę emocjonującej akcji w postaci starcia z dilerami narkotyków).

Rysunki są bardzo dobre. Dokładne, dopracowane, ładne, a szczególną uwagę zwracają stylowe ubrania i wykwintne posiłki.

Teraz polskie wydanie: tomik w formacie B6 prezentuje się dobrze. Projekt obwoluty trzyma klimat, choć użyta czcionka jest trochę mało czytelna, a rzymska cyfra oznaczająca tom mało widoczna. Z tyłu znajdziemy kolorową ilustracją i opis treści. Pod spodem mamy czarno-białą okładkę, która w zasadzie powiela to, co widzieliśmy na obwolucie. Powiela „w zasadzie”, bo parę różnic można dostrzec :). Sebastian przedstawiony został w tej samej pozie, jednak frak zastąpiony został garniturem, a dzbanek z herbatą i filiżanka – butelką alkoholu i kieliszkiem. Zmienił się także tytuł i Mroczny kamerdyner przemianowany został na Mrocznego hosta. Odpowiednio dostosowany został także tył okładki – opis sugeruje więc mangę o losach hosta Sebastiana, a ilustracja przedstawia Klub Hostów „Phantomhive”. Takie rozwiązanie bardzo mi się spodobało i ciekawa jestem, co kryje się pod obwolutami następnych tomów.

W środku komiks wita nas kolorową kartką ze spisem treści. Oryginalnie kolorowe strony rozpoczynające niektóre rozdziały wydrukowano w czerni, bieli i szarościach. Onomatopeje wyczyszczono i przetłumaczono, do tekstu uwag nie mam, jedynie marginesy wewnętrzne mogłyby być większe.

Po obejrzeniu anime byłam przekonana, że Kuroshitsuji to seria, która opiera się na postaciach, a fabuła jest tylko dodatkiem. Po przeczytaniu pierwszego tomu mangi nie jestem w stanie stwierdzić, na ile taka opinia pasuje także do oryginału, ale wiem, że świetnie się bawiłam. Bohaterowie znów skradli moje serce, a historia wciągnęła, mieszając w odpowiednich proporcjach elementy komediowe i dramatyczne z akcją. Nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po dalszą część.

 

Tytuł Kuroshitsuji. Mroczny kamerdyner 1
Autor Yana Toboso
Seria wydawnicza
Tytuł oryginalny Kuroshitsuji 1
Wydawnictwo oryginalne, rok Square Enix, 2007
Kraj Japonia
Tłumaczenie Karolina Balcer, Paulina Tuczapska
Miejsce i data wydania Warszawa, maj 2011
Wydawnictwo Waneko
Wydanie I
Strony 194
ISBN tomu 978-83-62866-16-8
ISBN serii 978-83-62866-28-1
Format B6 (~12,3×17,5 cm)
Okładka i inne miękka + obwoluta ze skrzydełkami
Zalecenia wiekowe wydawcy
Odbiorcy shounen
Gatunek / tagi fantastyka, akcja, tajemnica, komedia, przeszłość
Cena okładkowa 19,99 (w tym 5 % VAT)

 

Dostęp: Biblioteka Jagiellońska

Kraków, 13 maja 2015

 

Reklamy

5 uwag do wpisu “Kuroshitsuji t. 1

  1. Czekam na recenzje dalszych tomów. Też kiedyś zaczęłam czytać Kurę, ale obejrzałam też anime, gdzie ilość shotowego fanserwisu mnie przerosła… I mówię to jako fanka Lovelessa. Jakieś te podteksty niesmaczne w anime były, już lepiej zniosłam live action, które obiektywnie marnym filmem było, ale jak na filmową adaptację mangi – poradziło sobie naprawdę nieźle.

    Więc czekam na informacje, jak jest z mangą ;D Jeśli ta relacja Sebastian-Ciel jest subtelna i wdzięczna, to spoko, mogą być nawet podteksty, ale jeśli to jest typowy yaoi fanserwis… Przypomniałam sobie Sebastiana w tych sadomaso szpilkach z końca pierwszego sezonu anime… I scenę seksu z kultystką. I gołego psa. Brrr. Bardzo brrr.

    Polubienie

    • Jakieś recenzje Kuroshitsuji jeszcze się pojawią (ale nie wiem ile i kiedy), więc postaram się zwrócić na to uwagę. Jak na razie – po trzech tomach – stwierdzam, że yaoi fanserwisu jest niewiele. W ogólne czytając mangę nie odniosłam wrażenia, że za relacją Ciel-Sebastian kryją się jakieś podteksty erotyczne, a po anime faktycznie takie wrażenie miałam. Choć zawsze Kuro był dla mnie bardziej znośny niż Loveless…

      Sebastian w szpilkach? Muszę poszukać tego odcinka, bo nie pamiętam. A w mandze chyba się nie pojawi, bo końcówka pierwszego sezony i cały drugi są oryginalnymi historiami wymyślonymi na potrzeby anime.

      Polubienie

      • Ostatni albo przedostatni odcinek. I wierz, w Lovelessie… Chyba mniej mnie to wkurzało, bo było bardziej otwarcie i miało jakiś cel, a w Kuro-anime były takie poukrywane, chamskie podteksty, które nic nie wnosiły oprócz bycia czystym fanserwisem.

        Polubienie

  2. Manga Kuroshitsuji znacznie bardziej do mnie przemówiła, niż anime. I miałam trochę podobne odczucia do Twoich. Anime nie było złe, ale szczególnie mojego serca nie podbiło – nie mówiąc już o tych fillerach które później porobili, totalne dno. Za to manga to co innego. Jest znacznie lepsza od swojej animowanej wersji. Przede wszystkim, właśnie, fabularnie jest dużo lepiej, lepiej jest też wczuć się w klimat – i nie jest to tylko moja opinia, koleżanka z którą o tym rozmawiałam, twierdzi tak samo. Ku swemu zaskoczeniu, naprawdę polubiłam oryginał i z przyjemnością czytam każdy tom. Mi też spodobał się bardzo pomysł ze zmianą tytułów i zabawa z opisami na tyłach tomiku 😉

    Polubienie

    • Cieszę się, że moje odczucia nie są osamotnione 🙂 A sama z każdym przeczytanym rozdziałem coraz bardziej przekonuję się do serii – dużo bardziej niż po anime.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s