Loveless t. 1

Wspomnienie lektury, którego nie da się zatrzeć

(choćby się chciało)

Loveless Yun Kougi – recenzja tomu 1

 

loveless1Polskie wydanie Lovelessa to moje trzecie podejście do tej serii i cały czas zastanawiam się, dlaczego jest ona tak popularna. Owszem, zawiera ona pewne elementy, które są interesujące, no ale…

Zacznę może jednak od krótkiego nakreślenia świata przedstawionego. Akcja rozgrywa się we współczesności, która – na pierwszy rzut oka – różni się tylko tym, że ludzie, którzy nie mają za sobą inicjacji seksualnej, posiadają kocie uszy i ogony („urocze”, prawda? A może to tylko zabezpieczenie, by pokazać, że pomiędzy głównym bohaterem a jego opiekunem do niczego nie doszło?). Najważniejszą postacią mangi jest dwunastoletni Ritsuka Aoyagi, który właśnie przeniósł się do nowej szkoły. Chłopiec ma za sobą trudną przeszłość: niedawno jego ukochany starszy brat Seimei został zamordowany, a jakiś czas temu (kilka miesięcy czy lat, nie pamiętam dokładnie) z niewiadomych dotąd przyczyn zmieniła się jego osobowość, przez co chłopiec utracił wszystkie wspomnienia swojego poprzedniego „ja”. Z tego powodu ma obsesję na punkcie robienia zdjęć, które stają się dla niego gwarancją zachowania przeżytych chwil w pamięci – tak „tworzy wspomnienia”, jak to nazywa. Matka nie potrafi pogodzić się z zaistniałą sytuacją, chce, by wrócił do niej „stary” Ritsuka, powtarza, że ten obecny nie jest jej synem i często znęca się nad nim. Chłopiec nie ma więc oparcia w rodzinie, a zachowanie matki tylko pogarsza jego nieciekawą sytuację. Przed nauczycielami udaje, że wszystko jest w porządku, jednak w rzeczywistości niechętnie zawiera nowe znajomości w szkole i byłby wdzięczny, gdyby dano mi spokój (czy raczej na takiego się zgrywa).

Ritsuka wydaje się nad wiek dojrzały – w końcu na lekcji podczytuje sobie biografię Nietzschego! Nikt go jednak nie nauczył, że nie w wieku 12 lat nie chodzi się na spacery z dorosłymi nieznajomymi, a fakt, że ten dorosły twierdzi, że przyjaźnił się z Seimeiem, niczego nie zmienia. Nikt chłopcu też nie powiedział, że kiedy ten dorosły zaczyna cię całować i mówić, że cię kocha, to bierze się nogi za pas. A fakt, że ten dorosły równocześnie zapewnia, że nie jest zainteresowany seksem z nieletnim, niczego nie zmienia.

Ristuki nikt tego nie nauczył, więc razem z nieznajomym o imieniu Sobi zawędrował do parku. Tam dowiedział się, że Sobi nie jest takim zwykłym człowiekiem – jest zaklęć-mistrzem (czy może zaklęćmistrzem bez dywizu, analogicznie do sztukmistrza? W każdym razie brawo dla tłumacza, brzmi to przecież tak bardzo „po polsku”), czyli żołnierzem, który w parze ze swoją ofiarą (czyli osobą, która przyjmuje na siebie ciosy) walczy z innymi takimi parami wojowników (czy jaki ich tam zwać). Żołnierz i ofiara noszą to samo prawdziwe imię, musi też istnieć między nimi mocna więź, która sprawia, że są silniejsi w walce. Żeby było ciekawiej, okazuje się, że Ritsuka jest ofiarą Sobiego, chociaż mają różne prawdziwe imiona (odpowiednio: Loveless i Beloved) plus para wojowników, która pojawiła się w parku, przyszła po Ritsukę. Dlaczego? I dlaczego Sobi im nie pozwala?

Pojawia się parę pytań związanych z tą fantastyczną otoczką – kto? co? dlaczego? itp. W pierwszym tomie nie dowiadujemy się na ten temat zbyt wiele, ale to nie dziwi, w końcu jakoś trzeba zachęcić do dalszego czytania. Ciekawie zapowiada się też wątek „szkolny” – wygląda na to, że znajomość z głupiutką i roztrzepaną Yuiko wróci chłopcu trochę dzieciństwa. Otwarta pozostaje również kwestia morderstwa jego brata oraz zmiany osobowości. Potencjał więc jest, historia może być naprawdę ciekawa. Tym, co ją rujnuje, jest pomysł, że ta silna więź, która powinna łączyć żołnierza i ofiarę, musi być oparta na erotyce – odrzuca to szczególnie w przypadku pary Ritsuka i Sobi, ponieważ Ritsuka wciąż jest dzieckiem (ok, może nie musi, ale chyba Sobi nie ma innego pomysłu na jej zbudowanie). Nie wiem, jakie jest podejście do takich spraw w Japonii, ale dla mnie jest to nie do przeskoczenia. Minie jakiś czas i znów będę pamiętać tylko tyle, że Loveless to shounen-ai z ocierającą się o pedofilię relacją między głównymi bohaterami.

Kreska nie przypadła mi jakoś szczególnie do gustu. Jest bardzo delikatna, a kadry typowe dla shoujo. Sylwetki postaci, zwłaszcza dorosłych młodych mężczyzn, od razu przywodzą na myśl styl rysowania yaoi. Podobnie zresztą dłonie – nieproporcjonalnie wielkie, choć do Nakamury jeszcze daleko, ale skojarzenia i tak są jednoznaczne, bo w żadnym innym gatunku nie spotyka się takich dłoni (i sylwetek). Sceny walk także do mnie nie przemówiły, są mało emocjonujące i takie… statyczne, ponieważ polegają głównie na wypowiadaniu zaklęć, a te obroże i łańcuch, które czasem się pojawiają, to jak do sado-maso.

Ilustracja na obwolucie i okładce z przodu przedstawia Ritsukę i prezentuje się całkiem ładnie (jeśli przymknie się oko na fakt, że chłopiec nosi różową bluzkę na ramiączkach, o takim dziewczęcym kroju, a te fioletowe sznureczki pod spodem wyglądają jak ramiączka od bikini). Grzbiet minimalistyczny, czytelny, więc w moim guście, z kolei Sobi z tyłu mi się nie podoba. Zaskoczył mnie za to napis „Komiks dla dojrzałego czytelnika”, który w zasadzie nic nie mówi o sugerowanym wieku odbiorcy. Poza tym zastanawiam się, na ile dojrzały ma być ten czytelnik– czyżby na tyle, żeby przełknąć fakt, że dorosły facet subtelnie dobiera się do dzieciaka? Czy może na tyle, żeby dostrzegł, że jest to opowieść o miłości, tożsamości, samopoznaniu i potędze języka? Opowieść krocząca blisko tabu, ale nigdy nie dokonująca transgresji? (Tak pisze na angielskiej Wikipedii, nie że ja to tam dostrzegłam).

Językowo chyba bez większych błędów, nic mi się szczególnie w oczy nie rzuciło. Onomatopeje jak to u Studia JG – japońskie z polskimi tłumaczeniami.

Podsumowując (językiem talent show): jestem na nie. Historia na tym etapie ma jeszcze jakiś potencjał (choć później jest tylko gorzej), ale skutecznie niszczy to wiek Ritsuki i relacja, jaką próbuje nawiązać z nim Sobi. A jeśli już jakoś wmówimy sobie, że np. chłopiec w rzeczywistości jest starszy, to i tak niewiele to pomaga – jest mało klimatycznie i brakuje poczucia, że uczucie jest prawdziwe. Pomimo kilku plusów, jakie dostrzegam w tym tytule, ostatecznie stwierdzam, że nie przekonuje mnie fabuła, nie przekonują postacie ani rysunki. Oficjalnie mogę więc ogłosić, że moje trzecie spotkanie z serią Loveless było spotkaniem ostatnim.

 

Tytuł Loveless 1
Autor Yun Kouga
Seria wydawnicza
Tytuł oryginalny Loveless 1
Wydawnictwo oryginalne, rok Ichijinsha, 2002
Kraj Japonia
Tłumaczenie Paulina Ślusarczyk
Miejsce i data wydania Warszawa, lipiec 2014
Wydawnictwo Studio JG
Wydanie I
Strony 194
ISBN tomu 978-83-8001-006-2
ISBN serii
Format B6+ (~13×18,3 cm)
Okładka i inne miękka + obwoluta ze skrzydełkami
Zalecenia wiekowe wydawcy dla dojrzałego czytelnika
Odbiorcy josei
Gatunek / tagi shounen-ai, romans, fantastyka, dramat, tajemnica, shotacon, współczesność
Cena okładkowa 19,90 (w tym 5 % VAT)

 

Dostęp: Biblioteka Jagiellońska

Kraków, 14 kwietnia 2015

Advertisements

8 uwag do wpisu “Loveless t. 1

  1. Miałam nie komentować tematów, które sama mam zamiar zrecenzować, póki tego nie zrobię, ale nie wytrzymałam XD

    Ale zanim zacznę się mądrzyć – do którego momentu doszłaś najdalej z tą historią?

    Lubię to

  2. Było tego ponad sto rozdziałów, jeśli dobrze pamiętam. A jeśli pytasz, co się wtedy działo w mandze – nie mam pojęcia. Sięgnęłam po skany, bo z anime w zasadzie nic nie wynikało, ale w moim odczuciu manga nie była wcale lepsza i ostatecznie tylko się dziwiłam, że to się ludziom podoba.

    Lubię to

    • Anime uważam za bardzo średnie.

      Wiesz, nie wiem, może to tylko ja, ale bardzo szybko przestałam traktować Lovelessa jako shounen-ai. Nie wiem, na ile autorka zrobiła to specjalnie, a na ile wyszło jej niechcący, ale widzę w tej mandze coś zupełnie innego. Soubi „kocha” Ritsukę, bo taki dostał rozkaz od Seimeia – a powtarza to ciągle, bo jest to zaklęcie. Tak jak zaklinał siebie, by nie czuć bólu przy starciu z męską parą Zero, tak samo zaklina się by spełnić rozkaz swojej ofiary.

      Jestem zakochana w pomyśle autorki na świat i magię – i chyba postrzegam mangę bardzo przez pryzmat magii słów. W ogóle, mam swoje zboczenia, a autorka dość mocno w nie trafiła. Po pierwsze, język – a po drugie, seksualność. Nie seks, tylko właśnie seksualność. Zaczęłam rozważać świat, w którym bycie dorosłym jest definiowane przez rozpoczęcie współżycia, a oznaki są widoczne na pierwszy rzut oka – autorka zresztą porusza te kwestie (nauczycielka z uszami, dzieci bez uszu – nastoletni Soubi, żeńskie Zera). Seksualności w Lovelessie jest sporo, ale jest w niej coś ulotnego, sensualnego, niewulgarnego. Owszem, wiek Ritsuki mnie boli, ale zachwycają mnie inne aspekty – wyzucie seksu z orientacji, przywiązanie do ulotnego piękna, erotyka bólu, dotyku, słowa, gestu.

      Do tego kocham te tajemnice i powolne ich odkrywanie. W Lovelessie nic nie jest oczywiste, zagadka goni zagadkę, Seimei, Siedem Księżyców, Soubi, niedawno Kio – i relacje między bohaterami, kruche, skomplikowane, niejednoznaczne. To woda na mój młyn ;D

      Okej, mam też trochę „ale” to tej mangi – mogłoby być mnie shounen-aia, a Ritsuka mógłby być starszy – ale sama tworzę historie, które wykazują się dużym stopniem kontrowersji wszelakich, więc… Może po prostu trafił swój na swego.

      Lubię to

      • W moje zboczenia autorka widać nie trafiła, bo nie potrafię przekonać się do tej historii. Nigdy nie patrzyłam na Lovelessa w sposób, jaki przedstawiłaś i nie dostrzegłam niektórych elementów, o których pisałaś – to pokazuje, jak różnie można odczytywać jakiś utwór w zależności od doświadczenia, wrażliwości, zainteresowań i gustu :). A Twój komentarz w zupełności wystarcza mi jako odpowiedź na pytanie, co się ludziom może w tej mandze podobać.

        Lubię to

        • Nie wyświetliło mi, że odpisałaś O.O

          O które elementy chodzi? Bo wiesz, ja zawsze mogę nadinterpretować… No i ja lekturę skończyłam na 12 tomie, bo nie ruszam skanlacji gdy nie muszę. Fakt, że autorka Lovelessa powinna dostać kopa w zadek za obijanie się, to inna inszość ;D

          Pamiętasz wątek z Soubim, jego nauczycielem i motylami?

          Lubię to

          • Pisałaś np. o seksualności – ulotnej, sensualnej, niewulgarnej – i zdałam sobie sprawę, że w Lovelessie rzeczywiście można ją tak określić. Co nie zmienia faktu, że kiedy sama czytałam tę mangę, ta seksualność była dla mnie po prostu irytująca. Pisałaś też np. o ulotnym pięknie, o erotyce bólu itd. – całość czytałam dość dawno, więc nie będę oceniać, czy te określenia pasują / nie pasują do Lovelessa. Wiem jedynie, że kiedy myślę o tej serii, mi one do głowy nie przychodzą, uznałam więc, że nie dostrzegłam tych elementów.
            A motylków nie pamiętam 😦

            Lubię to

  3. Bo myślałaś to samo co ja przy anime – tj. „czemu ten dzieciak nie jest starszy” ;D

    Z motylami wyślę wiadomość przez kontakt, bo taki trochę spoiler – tylko daj znać, czy mogę Ci spoilerować bardzo, czy tylko ciut ;D

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s