Battle Royale t. 2

Strach, powinność, szaleństwo
(tekst z domysłami)

Battle Royale Koushuna Takamiego i Masayukiego Taguchiego – recenzja tomu 2

 

battleroyale2Drugi tom Battle Royale spełnił moje wysoko postawione oczekiwania. Gra w zabijanie rozkręca się, a my coraz lepiej poznajemy bohaterów i obserwujemy ich różne zachowania. Powoli zaczyna się klarować, kto będzie chciał przeciwstawić się rządowi, kto dołączy do programu, a kto podda się bez walki, uznając, że i tak nie ma szans na przeżycie lub że nie będzie potrafił zabić itp. Pierwsze ofiary padły już w poprzednim tomie, a motywy zabójców były różne, jak np. strach, który sprawił, że desperacko, z błyskiem szaleństwa w oczach próbowali ocalić własne życie (Akamatsu) czy też świadome przystąpienie do „zabawy”, dzięki której można bezkarnie folgować swojemu zamiłowaniu do przemocy (Mitsuko Souma).

Takie motywacje działań pojawią się także w tym tomie. Spotkamy chłopaka, dla którego mordowanie jest formą rozrywki i choć ze swoją inteligencją oraz zaufaniem kolegów mógłby przeciwstawić się rządowi, to jednak postanowił wziąć udział w grze. Spotkamy ponownie takich, którzy zabijają owładnięci strachem pomieszanym z szaleństwem. Spotkamy i takich, którzy nie chcą brać w tym wszystkim udziału – poddają się lub (tak jak Nanahara) starają się przekonać pozostałych do zbojkotowania programu.

Tak jak przewidywałam, na razie giną tylko mniej znaczący (dla fabuły) uczniowie, a przedstawiona na początku pierwszego tomu grupka zaczyna grać pierwsze skrzypce. Wiemy już, że piękna Souma morduje bez skrupułów, wykorzystując do tego swoje kobiece wdzięki oraz dziewczęcy urok. Teraz poznajemy bliżej Kazuo Kiriyamę, beznamiętnego szefa gangu – jak na razie mi ta postać do gustu nie przypadła, co dziwić nie powinno, jeśli zna się jego zachowanie. Swój czas antenowy dostał też Shogo Kawada.

Zastanawiałam się, który z tej dwójki, nie należącej do grupy przyjaciół głównego bohatera, okaże się jego sprzymierzeńcem – i padło właśnie na Kawadę, choć wciąż mam co do niego pewne zastrzeżenia. Wydaje się być spoko gościem, do tego ma bardzo realistyczne podejście do całej sytuacji, ba, ma nawet pomysł, jak można przeciwstawić się programowi. Jednak już podczas czytania pierwszego tomu pewna myśl wpadła mi do głowy: że Kawada zachowuje się, jakby już brał udział w takiej grze. Gdy uczniowie byli jeszcze w autobusie i zaczęto ich usypiać, to właśnie on próbował rozbić szybę. Na wyspie takich sygnałów pojawia się więcej: wie, że będzie „godzina wychowawcza”; wie, że trzeba zaznaczyć sobie strefy zakazane na mapie; potrafi zadbać o swoje bezpieczeństwo (znaleźć odpowiednie miejsce na nocleg, zabezpieczyć je, a nawet zabić osoby, które mu zagrażają). Krótko mówiąc: wie, co robić, aby przeżyć. Dodatkowo zdaje się doskonale znać program, jakby spędził dużo czasu na myśleniu nad tym, jak można by się mu przeciwstawić…

Cóż, to tylko moje domysły, ale wpadłam na jeszcze jeden pomysł: podczas tej poprzedniej gry Kawada sam był takim naiwnym idealistą, jak obecnie Nanahara, tylko nikt nie chciał z nim współpracować (ot, jak choćby ta uciekająca w jego wspomnieniach dziewczyna), a ci, którzy podjęli brutalną grę, skutecznie wybili mu z głowy ideały i nadzieję. Ale jeżeli faktycznie brał już wcześniej udział w programie, to skoro żyje, to znaczy, że go poprzednio wygrał… I tu pojawiły się kolejne dwa „ale”: 1. można tak po prostu żyć po takiej grze? (to „ale” sama sobie obaliłam, w końcu np. żołnierze też jakoś – i to chyba w miarę normalnie – żyją po powrocie z wojny; plus ta koncepcja Kawady o „leczniczej” właściwości koszmarów brzmi w miarę sensownie); 2. wydawało mi się, że zwycięzca był pokazywany w telewizji (tak przynajmniej było w pierwszym tomie) – ok, rozumiem, to mogło być w nocy czy podczas trwania lekcji, ale żeby nikt z całej szkoły go nie rozpoznał? No nic, poczytam dalej, to zobaczę, na ile te moje domysły są słuszne.

Jeszcze parę słów o Shuuyi – w poprzedniej recenzji podeszłam do tej postaci bardzo entuzjastycznie, bo to chłopak, któremu „dobrze z oczu patrzy”, ale nie zauważyłam wtedy paru jego cech. Po tym tomie wyraźnie widać, że jest zbyt naiwny, zbyt ufny i zbyt lekkomyślny. Napisałam poprzednio, że mógłby być liderem ruchu oporu i dalej tak uważam, choć teraz dodam, że aby jego działania przyniosły skutek, musiałby mu towarzyszyć ktoś trzeźwo myślący. W moim odczuciu Nananhara swoim zachowaniem i charakterem przypomina głównych bohaterów typowych shounenów (w sumie nawet autor w notce na końcu tomu przyznał, że chciał stworzyć modelowego „impulsywnego zapaleńca”) lub romantycznego bojownika o wolność – jest osobą, która zawsze robi to, co należy, która nie porzuca swoich ideałów, nawet jeśli kosztuje ją to życie. Takie osoby zwykle mają w sobie charyzmę, która zjednuje im ludzi.

Pod względem wydania tomik prezentuje się podobnie do poprzedniego: czarna okładka, czarna obwoluta (tym razem z żółtym tytułem – i to się potem tak zmienia, że raz jest na czerwono, raz na żółto), kolorowa strona ze spisem treści, pozostawione japońskie onomatopeje. Nowością są dwie strony z pojęciami, które przybliżają nam świat przedstawiony (zasady gry, funkcjonowanie państwa itp.).

Dla mnie ten tom był równie dobry, jak pierwszy. Wciągający i wywołujący dreszcz emocji, ale wzbogacony też elementami wzruszającymi (szczególnie podobała mi się historia tych dwóch przyjaciółek, chociaż ich zachowanie podczas gry było głupie). Frajdę sprawia mi przewidywanie zachowań bohaterów, analizowanie ich postaw oraz motywacji (co chyba widać w powyższym tekście :)). Nie mogę się też doczekać fragmentów z Mimurą i Sugimurą, czyli pozostałymi dwoma przyjaciółmi Nanahary. Odnośnie do pierwszego z nich – szczerzę liczę, że będzie sojusznikiem, w końcu widzieliśmy już popis jego buntowniczości w pierwszym tomie, a nadzieję na taki rozwój wypadków podsyca także dodatkowy rozdział z tego tomu. I wygląda też na to, że gość jest bardziej ogarnięty niż główny bohater, więc i jego bunt jest – i powinien być – bardziej rozważny i mniej emocjonalny. A Sugimura? Czas pokaże, na razie niewiele o nim było.

I zamiast podsumowania znów zaczęłam swoje analizy i domysły! Koniec tego. Ale koniec ze szczerym „polecam” i ostrzeżeniem, że wciąż jest krwawo i brutalnie.

 

Tytuł Battle Royale 2
Autor Koushun Takami (scen.), Masayuki Taguchi (rys.)
Seria wydawnicza
Tytuł oryginalny Battle Royale 2
Wydawnictwo oryginalne, rok Akita Publishing, 2000
Kraj Japonia
Tłumaczenie Magdalena Malinowska, Agnieszka Budzich, Ken’ichiro Watanuki
Miejsce i data wydania Warszawa, maj 2012
Wydawnictwo Waneko
Wydanie I
Strony 210
ISBN tomu 978-83-62866-60-1
ISBN serii 987-83-61023-58-8
Format B6+ (~13,7×19,4 cm)
Okładka i inne miękka + obwoluta ze skrzydełkami
Zalecenia wiekowe wydawcy od 18 lat
Odbiorcy seinen
Gatunek / tagi akcja, thriller, horror, dystopia, psychologiczna, dramat, współczesność
Cena okładkowa 19,99 (w tym 5 % VAT)

 

Dostęp: Biblioteka Jagiellońska

K., 7 marca 2015

Reklamy

6 uwag do wpisu “Battle Royale t. 2

  1. BR nie czytałam i przyznam, że mam problemy, żeby się za tę mangę zabrać. Dawno temu obejrzałam filmową ekranizację (pierwszą) i wynudziłam się na niej setnie – choć podejrzewam, że teraz patrzyłabym na ten film zupełnie inaczej, mądrzejsza o tą setkę lub setek pięć japońskich i azjatyckich filmów, które widziałam po drodze ;D
    Lubię marudzić, że wolę BR i Ikigami od „Igrzysk śmierci”, ale to chyba kwestia tego, że kino amerykańskie trochę mi bokami wychodzi. Jestem też zdziwiona, że BR pamiętam tak dobrze – czytając Twoją recenzję, miałam przed oczami konkretne postaci z filmu i mniej więcej wiedziałam, o kogo chodzi ;D
    Oglądałaś film? I czy widziałaś może „Wyznania” („Kokuhaku” z 2010)? Genialny film, a trochę wpisuję się w tematykę. To dramat psychologiczny, mamy też sprawę dzieci i przemocy.

    Polubienie

    • Filmu BR nie widziałam, w ogóle sięgając po tę mangę nie wiedziałam, że on istnieje, tak jak nie wiedziałam, że manga jest na podstawie powieści. Kiedyś pewno skuszę się na ekranizację, jednak najpierw chcę skończyć czytać wersję komiksową, która baaardzo mnie wciągnęła 🙂 A pierwsze wrażenie z lektury mogę porównać do tego, jakie towarzyszyło mi podczas oglądania Ataku tytanów, przy czym Atak uważam za łagodniejszy (łagodniejsze słownictwo, brak erotyki i w Ataku mimo wszystko walczą z tytanami, a nie między sobą).
      „Wyznań” nie widziałam, w ogóle z azjatyckiego kina niewiele rzeczy oglądałam 😦 „Igrzyska” znam tylko ze streszczenia koleżanki, więc też się nie wypowiem, jak się mają do BR.

      Polubienie

      • Zaliczyłam tytanowe skanlacje, spin-off, anime i polskie wydanie. Serię bardzo cenię, ale mam z nią jeden problem, a imię jego – Eren.
        Shouneny generalnie czytam (ja prawie wszystko czytam, choć nie wszystko lubię), ale model typowego shounenowca do mnie nie przemawia. A Eren jest cholernym, typowym bohaterem shounena i boli mnie to jak jasna cholera. A z tego co widzę, BR ma ten sam problem XD
        Obczaj „Wyznania”, naprawdę bardzo dobry film.

        Polubienie

        • No tak, Nanahara jako shounenowy chłopiec może irytować, choć na razie nie miałam takich odczuć. Może dlatego, że proporcje „czasu antenowego” poszczególnych postaci w każdym tomie są rozłożone w taki sposób, by jego (Nanahary) obecność nie przytłaczała. I może dlatego, że – przynajmniej na razie – nie ma w mandze takiej shounenowej atmosfery, takiego przekonania, że przyjaźń, miłość + ciężka praca i bohaterowie mogą osiągnąć wszystko.

          Polubienie

          • W Tytanach też tego nie ma. Jest tylko Eren, który jest średni we wszystkim oprócz walki wręcz, a potem suprajz – co jest mu najbardziej potrzebne? Właśnie walka wręcz!
            O tym, co się wyrabia teraz w mandze, to nawet nie wspomnę. Uwielbiam 90% postaci, gdyby nie Eren, nie miałabym na co marudzić. A tak stękam prawie tak bardzo jak przy Bleachu XD

            Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s