Anime – w poszukiwaniu istoty fenomenu

Żal serce ściska

Anime – w poszukiwaniu istoty fenomenu Marty Okniańskiej – recenzja książki

 

animeoknianskaO książce Marty Okniańskiej napisano w Internecie już tyle złych opinii, że początkowo nie zamierzałam dorzucać swojej. Książka jednak ponownie wpadła w moje ręce i znów zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w ogóle została wydana? (Moja osobista teoria zawiera się w powiedzeniu „jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze” – tytuł jest chwytliwy, powinien przyciągnąć zarówno fanów mangi i anime, jaki i osoby, które tylko pobieżnie zetknęły się z taką twórczością i chciałyby się dowiedzieć, o co tak naprawdę tyle szumu. Niestety, w tej książce odpowiedzi nie znajdą).

Moje pierwsze spotkanie z tym tekstem miało miejsce około dwa lata temu. Gdy zobaczyłam tytuł, w naiwności swojej pomyślałam: „To jest to, czego mi trzeba”. Wyciągnęłam książkę z bibliotecznych czeluści i zaczęłam czytać. Jakież było moje rozczarowanie! Nie sprawdziłam wcześniej żadnych recenzji, więc podchodziłam do książki bez uprzedzeń, za to z dość dużymi oczekiwaniami, tym bardziej, że Wydawnictwo Adam Marszałek jawiło mi się wtedy jako całkiem niezłe wydawnictwo naukowe. Spodziewałam się czegoś jeśli nie naukowego, to przynajmniej popularnonaukowego, a otrzymałam… hmm, coś w stylu rozbudowanego wypracowania szkolnego napisanego przez fana.

Autorka postawiła sobie za cel omówienie anime jako zjawiska, które nie tylko zapewnia rozrywkę, ale jest także przesiąknięte głębią i filozoficznymi rozważaniami (czy coś w tym stylu), a mimo to wciąż przez wielu traktowane jest „z przymrużeniem oka”. Brzmi jak próba przekonania kogoś, że anime nie jest głupią chińską bajką. I udowodnienia, że jeśli ktoś anime nie lubi, to dlatego, że go nie rozumie, że wychowany na płytkich, amerykańskich produkcjach nie przywykł do oglądania wymagających myślenia japońskich kreskówek, dlatego nie zauważa ich wspaniałości. Na potwierdzenie autorka przytacza argumenty, które powielają to, co powiedziałby każdy średnio ogarnięty fan (przy okazji powołując się na swoje ulubione, zwykle mainstreamowe i realizujące założenia gatunkowe tytuły): że anime są zróżnicowane tematycznie, że trafiają do różnych grup odbiorców, że posiadają ukryte sensy, że światy przedstawione są skomplikowane, że bohaterowie są wyjątkowi, niepowtarzalni i nieschematyczni, że takich fabuł w innych mediach to ze świecą szukać, i jeszcze że ich odbiór wymaga wysiłku intelektualnego, bo przecież przesiąknięte są inną kulturą, historią i mitologią.

Ogólnie książkę można uznać za zbiór krążących po fandomie opinii-komunałów na temat przyczyn „fajności” anime, uzupełnionych obfitymi spoilerami oraz przedstawionych w bardzo odstręczający sposób – publikacja przepełniona jest błędami stylistycznymi, interpunkcyjnymi i merytorycznymi. Aż zastanawiam się, czy ktoś to w ogóle czytał przed wydaniem? Inne minusy książki to m.in. brak terminologii, zastępowanie analizy streszczeniami, nieuzasadnione i nieprawdziwe uogólnienia, brak dystansu do omawianego tematu (wręcz podejście emocjonalne do niego), niekonsekwencja w zapisie japońskich imion i nazwisk, wołająca o pomstę do nieba bibliografia…

Nieopatrznie przeczytałam właśnie fragment książki. Moje oczy krwawią, moje serce boli. Takich rzeczy czytelnikom się nie robi.

Żeby już nie przedłużać: nie polecam. Nie polecam tak bardzo, jak jeszcze nigdy żadnej innej książki. Ktoś pomyśli: „Poczytam, żeby się pośmiać” – ok, próbuj. Ja byłam raczej zażenowana poziomem publikacji. I drzew mi było szkoda. I straconego czasu.

 

Tytuł Anime – w poszukiwaniu istoty fenomenu
Autor Marta Okniańska
Seria wydawnicza Biblioteka Azji i Pacyfiku
Miejsce i data wydania Toruń 2011
Wydawnictwo Wydawnictwo Adam Marszałek
Wydanie I
Strony 240
ISBN 978-83-7611-928-1
Format A5- (13×20,5 cm)
Okładka i inne miękka
Typ popularnonaukowa
Cena okładkowa

 

Dostęp: Biblioteka Główna UP

Kraków, 3 lutego 2015

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Anime – w poszukiwaniu istoty fenomenu

  1. Ta książka to koszmar. Jest napisana po prostu fatalnie, a liczne powtórzenia doprowadzają mnie do pasji… (#bowiem)
    Wcześniej nie mialam o tej publikacji pojęcia, trafilam na nią w bibliotece miejskiej i wypożyczyła m, zachęcona tytułem. I żałuję, że po nią siegnelam bez uprzedniego przeczytania tekstu na tylnej okładce – widniejąca tam notka skutecznie by mnie odstraszyla, BOWIEM tak wybrakowana z sensu logicznego składnia jest jak rzadka choroba, której lepiej unikać.

    Polubienie

    • To jedna z najgorszych książek, jakie czytałam. A najbardziej boli mnie to, że tytuł zachęca i wiele obiecuje, ale już treść (i pod względem merytorycznym, i stylistycznym) jest właśnie koszmarna.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s