Atak tytanów t. 1

Wyrwać się z klatki.

Rzecz o strachu, odwadze i wariatach wychodzących za mur

Atak tytanów Hajime Isayamy – refleksje o serii, recenzja tomu 1

 

ok_atak_tytanow_01Najpierw żałowałam. Po co to kupiłam? Przecież znam tę historię, czytałam skany (i to po polsku), oglądałam anime. Mogłam wydać te pieniądze rozsądniej. Tomik wylądował na półce i przeleżał miesiąc, zanim zaczęłam go czytać. Przeczytałam kilka pierwszych stron… nie, no po co? I tom wylądował na stosie książek „w trakcie czytania”. Kilka dni później miałam wolną chwilę, wzięłam go, otworzyłam na przypadkowej stronie (jakoś za połową) i doczytałam do końca. O tak, dobry shounen to dobry shounen: nieważne, ile razy się go czyta, zawsze wciąga i sprawia przyjemność, więc nie ma czego żałować. Chociaż kolejny tom kupię (jeśli kupię) dopiero, gdy znajdę stałe źródło dochodów (przynajmniej takie jest założenie, a z tym to różnie bywa).

Atak tytanów to dobry shounen, ale czy zasługuje na taką sławę, jaką się cieszy? Rysunki nie zachwycają, na początku zdarzało mi się nawet mylić postacie, chociaż po opatrzeniu się przyszło przyzwyczajenie dla takiego stylu, ostatnio nawet zatrzymywałam się na dłużej nad niektórymi kadrami ze scenami walki, bo miały w sobie coś urzekającego. Skoro nie występuje „efekt Opowieści panny młodej” (nieistotne, o czym jest ta manga, ma tak piękne rysunki, że muszę ją kupić), to siła musi leżeć w historii, wykreowanym świecie i postaciach (albo przynajmniej w jednym z tych elementów, ale moim zdaniem, wszystkie trzy składają się na sukces serii). Osobiście muszę przyznać, że dałam się pochłonąć tej opowieści – przewracałam kolejne kartki, odpalałam następne odcinki, nie mogąc się oderwać (tak, jak w dzieciństwie nie mogłam się oderwać od Harry’ego Pottera czy innej dobrej książki).

Sytuacja na początku komiksu przedstawia się następująco: prawie sto lat temu ludzkość została zdziesiątkowana przez tytanów pożerających ludzi. Ci, którym udało się przeżyć, schronili się za ogromnymi murami, których olbrzymie potwory nie są w stanie sforsować. Na zewnątrz wychodzą tylko zwiadowcy – szaleńcy, którzy szukają sposobu na pokonanie tytanów, jednak ich działania zwykle kończą się śmiercią większości oddziału. O poznaniu zewnętrznego świata marzy nastoletni Eren i jego przyjaciel Armin, dlatego snują plany o wstąpieniu do Korpusu zwiadowczego (milcząco towarzyszy im przybrana siostra tego pierwszego, Mikasa). Beztroskie dzieciństwo przerywa im jednak wielka tragedia. Bohaterowie mieszkają w jednym z najbardziej wysuniętych przyczółków ludzkich terenów, który zostaje zaatakowany przez kolosalnego tytana. Olbrzym niszczy mur i doprowadza do rzezi ludności… (oj, iście Hitchcockowski początek: zacząć od trzęsienia ziemi, a potem podkręcać napięcie).

Postapokaliptyczny świat, w którym ludzie zmuszeni są do życia na niewielkiej przestrzeni, w ciągłym strachu przed tytanami, został dobrze zaplanowany i interesująco przedstawiony zarówno przez samą akcję, jak i przez stopniowo „odtajniane” informacje. A początek historii to po prostu majstersztyk, niesamowicie angażujący emocje i na długo zapadający w pamięć, przypominający najgorsze katastrofy, jakie mogą spotkać ludzi (przyznaję, że moje odczucia co do początku dotyczą głównie anime, ponieważ to było pierwsze medium, w którym zetknęłam się z tym tytułem. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy gdybym najpierw przeczytała mangę, moje odczucia byłyby takie same). W ogóle sytuacja ludzkości i cała gama różnych zachowań, przedstawionych w serii, wywołują u mnie skojarzenia z prawdziwą wojną w realnym świecie, zaczynam się zastanawiać: „Jakie zachowanie jest właściwe? Która postawa jest mi bliższa?” (wojna np. w Naruto takich skojarzeń u mnie nie wywołała).

Jak w typowym shounenie, mamy walkę o powszechnie uznane wartości – tu konkretnie o wolność. Ale walka o wolność nigdy nie jest prosta, jednoznaczna. Możemy podziwiać tych, którzy decydują się na taką walkę, ale nie możemy też dziwić się tym, którzy nazwą ich głupcami idącymi na pewną śmierć, nie możemy potępić matek, wołających za swoimi dziećmi „Nie idźcie!”. Kłania się tu nierozstrzygalne zagadnienie: ważniejsza jest wolność czy życie? Pojawiają się też inne kwestie, niektóre czarno-białe, jak fakt, że ludzkie życie jest ważniejsze od dóbr materialnych, niektóre zasadzające się na wyborze tzw. mniejszego zła czy ogólnie stawiające w konieczności hierarchizowania wartości, które w normalnych warunkach są równorzędne. Pojawia się pytanie: czy cel uświęca środki? Tortury, imanie się machiavellowskich metod, chęć obalenia obecnego porządku i wprowadzenia nowego (tak wybiegając daleko poza pierwszy tom) – to wszystko może budzić wątpliwości. Jednak mamy do czynienia z shounenem (nawet, jeżeli to shounen celujący w górne granice wiekowe typowych odbiorców tego gatunku, tzn. w starszych nastolatków), więc wypada wierzyć, że cel, do którego dąży główny bohater, jest słuszny.

Ponieważ jest to wielotomowa seria, pojawia się pokaźna ekipa bohaterów, wśród których każdy znajdzie swojego ulubieńca i nie będzie się nudził, bo nie ma tu osób idealnych, każda z postaci ma swoje wady i zalety, a wielu nie można jednoznacznie zaklasyfikować jako dobrych lub złych. Główna bohater, Eren, to typ „od zera do bohatera”, często spotykany w shounenach: nie jest geniuszem, ale dzięki ciężkiej pracy i wsparciu przyjaciół niezachwianie dąży do realizacji swojego celu (wręcz obsesyjnego pragnienia wybicia wszystkich tytanów), a dzięki specjalnym „mocom” staje się tym, który jako jedyny może poprowadzić ludzkość do zwycięstwa. Dalej: jego nieodłączni towarzysze, Mikasa i Armin. Ta pierwsza to mistrz w swoim fachu (żołnierz walczący z tytanami), jednak z irytującą tendencją do motywowania wszelkich działań chęcią ocalenia Erena. Z kolei Armin, wyglądający jak Piast Kołodziej, to jedna z moich ulubionych postaci, uroczo nieśmiały i niepewny swojej wartości. Czytałam gdzieś, że kogoś raził patos jego wypowiedzi – mi nic nie przeszkadzało, odbierałam go jako dzieciaka, który stara się sprostać napotykającym go sytuacjom, zwykle trudnym i zagrażającym życiu, który poważnymi wypowiedziami, kolidującymi z jego wiekiem, stara się ukryć swoją nieśmiałość i niepewność. (Taki patos dużo bardziej razi mnie w seriach sportowych, gdzie wygrana i przegrana są traktowane, jakby decydowały o życiu i śmierci).

W tej recenzji poprzestanę na przedstawieniu tej trójki, o innych postaciach wypowiem się przy okazji kolejnych tomów. Zbliżając się więc ku końcowi moich rozważań, dodam jeszcze parę słów o polskim wydaniu. Tomik prezentuje się przyzwoicie, kolorowa, błyszcząca obwoluta z tytanem kolosalnych chroni szarą okładkę z grafiką przypominającą starą, bardziej umowną niż dokładną, mapę. Czerń jest wystarczająco czarna, a kadry z dynamiczną akcją dobrze prezentują się w dużym formacie. Bardzo podoba mi się także rozwiązanie z odpowiednio dużymi wewnętrznymi marginesami w sytuacji, gdy jeden kadr zajmuje całe dwie strony. Tłumaczenie mnie nie raziło, ale – jak zawsze w mangach JPF-u – irytował mnie brak kropek na końcu zdań oznajmujących (czym sobie one na to zasłużyły? Zdania pytające kończą się pytajnikiem, zdania rozkazujące i wykrzyknienia – wykrzyknikiem, ba, nawet zdania oznajmujące, mające kończyć się wielokropkiem, kończą się nim, a pozostałe zdania się nie kończą).

Dziś to tyle o Ataku tytanów. Zasłużenie sławnym Ataku tytanów. Barwnym, wciągającym, dobrze skonstruowanym pod każdym względem. Tak jak pisałam wyżej: dobry shounen nie nudzi, bez względu na to, który raz do niego wracasz – i tak jest w przypadku tej mangi. Wypada mieć jedynie nadzieję, że autor nie pogmatwa tego za bardzo i nie będzie ciągnął historii niemiłosiernie, obniżając przy tym jej poziom. A zanim spełni się taki czarny scenariusz (oby się nie spełnił), nacieszmy się pierwszym polskim tomem o tytanach i ich pogromcach.

 

Tytuł Atak tytanów. Shingeki no kyojin 1
Autor Hajime Isayama
Seria wydawnicza
Tytuł oryginalny Shingeki no kyojin. Attack on Titan 1
Wydawnictwo oryginalne, rok Kodansha, 2010
Kraj Japonia
Tłumaczenie Paweł Dybała
Miejsce i data wydania Mierzyn, maj 2014
Wydawnictwo J.P.Fantastica
Wydanie I
Strony 192
ISBN tomu 978-83-7471-401-3
ISBN serii 978-83-7471-400-6
Format A5 (~14×20,5 cm)
Okładka i inne miękka + obwoluta ze skrzydełkami
Zalecenia wiekowe wydawcy od 16 lat
Odbiorcy shounen
Gatunek / tagi dark fantasy, fantastyka postapokaliptyczna, akcja, dystopia, wojenny, dramat, horror, przeszłość
Cena okładkowa 25,20 (w tym 5 % VAT)

 

Dostęp: posiadam

Kraków, 2 lipca 2014

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Atak tytanów t. 1

  1. Kocham „Opowieść panny młodej” też za historię, więc czuję się zraniona tym określeniem ;P

    Podoba mi się stwierdzenie, że dobry shounen nie nudzi. Rzeczywiście, coś w tym jest… Chociaż ja co do SnK mam trochę bardziej mieszane uczucia. Z jednej strony – bardzo doceniam ten pomaziany rysunek i historię, z drugiej – tak dziko nie znoszę Erena ;D

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s